Taka długa podróż: migracja jest sercem muzyki Sarathy Korwar

Jest nietuzinkowym i wymykającym się gatunkom indywidualistą, który jest najnowszym produktem eksportowym Indii na światową scenę jazzowo-elektroniczną.

Sarathy Korwar, płyta Sarathy Korwar, debiutancka płyta Sarathy Korwar, infinity leave to stay, indyjski elektroniczny muzyk jazzowy, sztuka i muzyka, sunday eye, eye 2017, indian expressThe Music of Migration: Sarathy Korwar nabija wymarzony album z Day to Day

Jak zacząć rozumieć indyjską folkową elektronikę jazzową? To proste — wystarczy przejść do trzeciego ostatniego utworu z gwiezdnego debiutanckiego albumu Sarathy Korwar, Day to Day — zatytułowanego w kapryśnym tytule Indefinite Leave to Remain. Rozpoczyna się kontrapunktowymi nutami fortepianu, które stają się perkusyjne w swoich powtórzeniach, nabierając rozpędu i pilności, gdy wkracza funkowy bas i perkusja. Indyjska próbka wokalna muzyka Siddiego zapowiada swoje przybycie w połowie drugiej minuty, zanim utwór zmieni kurs. i z serią dysonansowych akordów na fortepianie pogrąża się w improwizacji jazzowej. Potem wraca do pierwotnej, nagiej melodii. To oszałamiająca kompozycja i wydaje się, że ktoś stoi na skrzyżowaniu gdzieś w dźwiękowym wszechświecie, słuchając, jak różne pociągi zbiegają się, zanim wyruszą w swoją własną podróż.



nazwa drzewa o różowych liściach

29-letni Korwar skromnie podchodzi do takich analogii. Nieograniczony urlop na pobyt to w rzeczywistości biurokratyczny termin używany przez migrantów, gdy ubiegają się o pobyt w Wielkiej Brytanii. Moja dziewczyna pisała to na swojej formie, kiedy ja komponowałem utwór i podobało mi się, jak to brzmi. Jeśli usuniesz kontekst, zdanie brzmi jak coś duchowego, mówi.



ZOBACZ: Sarathy Korwar na Festiwalu Pól Magnetycznych w Alsisar, Radżastan



Od wydania w zeszłym roku przez Ninja Tune, brytyjską niezależną wytwórnię płytową, która produkuje także Bonobo, Run the Jewels, Kate Tempest, saksofonistkę jazzową Kamasi Washington (Korwar wspierał go podczas zeszłorocznej trasy po Wielkiej Brytanii), Day to Day dobrze odbierane zarówno przez słuchaczy, jak i krytyków. Czy to muzyka świata, czy to jazz? Czy wokale są indyjskie czy afrykańskie? Album omija rozróżnienia i jest jednym z najbardziej ekscytujących dzieł, które w ciągu ostatnich kilku lat wyszły z Indii. Korwar to soniczny wędrowiec i śmiałość jego ambicji, a jego umiejętność łączenia różnorodnych wpływów na tym albumie jest po prostu niezwykła.

Sarathy Korwar, płyta Sarathy Korwar, debiutancka płyta Sarathy Korwar, infinity leave to stay, indyjski elektroniczny muzyk jazzowy, sztuka i muzyka, sunday eye, eye 2017, indian expressKorwar występuje na żywo podczas premiery.

Migracja — wszelkiego rodzaju — leży u podstaw Codzienności, której ziarno tkwi w samym życiu Korwaru. Urodzony przez rodziców, którzy poznali się na uniwersytecie w USA, mieszkał w Maryland przez pierwsze kilka lat, aż do powrotu rodziny do Ahmedabadu. Moi rodzice są koneserami indyjskiej muzyki klasycznej, to właśnie połączyło ich w USA. Mój ojciec pracował w oprogramowaniu, a moja mama jest architektem. Śpiewają też, ale nazwałbym to poważnym hobby – mówi Korwar, który jako młody chłopak zajął się tablą, a później perkusją.



Dorastając w latach 90. słuchałem rocka jak większość ludzi i grałem w zespole. Nauczyciel w szkole, który bardzo pasjonował się jazzem, opowiadał nam z wielkim zapałem o Milesie Davisie, Johnie Coltrane'u. Byłem zbyt chętny do słuchania muzyki, którą lubiło niewielu innych, mówi.



To, co zaczęło się jako łagodne zainteresowanie jazzem, wkrótce przekształciło się w głęboką, trwałą relację z formą. Zacząłem grać na perkusji bardziej niż na tabli, kiedy dorosłem, chociaż wiele pomysłów rytmicznych, które mam, jest zakorzenionych w tabli, mówi Korwar, który trenował pod okiem Rajeeva Devasthaliego i Sanju Sahai. Po ukończeniu studiów w 2007 roku Korwar wyjechał do Wielkiej Brytanii, aby studiować grę na perkusji w Tech Music School, instytucie specjalizującym się w muzyce współczesnej. Czułem się nie na miejscu, ponieważ szkoła przygotowuje ludzi do bycia muzykami sesyjnymi dla różnych gatunków i stylów, więc wiesz po trochu o wszystkim, a jednak nic nie wiesz. Korwar następnie udał się do School of Oriental and African Studies (SOAS) na studia magisterskie z performansu i etnomuzykologii w 2011 roku. Tam czułem się bardziej jak w domu. „Chciałem zbadać powody i sposoby, w jakie ludzie tworzą muzykę i jak jest wykonywana, a także przeprowadzać eksperymenty między gatunkami”, mówi. Po kursie Korwar rozpoczął pracę w Londynie jako muzyk sesyjny. Ale wiedziałem, że muszę tworzyć własną muzykę, mówi.

Przypadkowe spotkanie z etnomuzykolog Amy Catlin-Jairazbhoy w Pune w 2014 roku skierowało go na drogę tworzenia Day to Day. Wykonała dużo pracy ze społecznością Siddi w Indiach. Obejrzałem jej dokument Od Afryki do Indii: muzyka Siddi w diasporze na Oceanie Indyjskim i zafascynowała mnie ich historia – mówi Korwar.



Siddowie są potomkami ludu Bantu, który przybył drogą morską z Afryką Wschodnią jako niewolnicy, marynarze i kupcy już w VII wieku naszej ery i pozostał. Szacuje się, że 50 000-60 000 Siddów mieszka w wioskach i mniejszych miasteczkach w Gujarat, częściach Radżastanu, Maharashtry i Karnataki, gdzie dotknięta biedą i izolowana z powodu swojej rasy, społeczność staje się niewidoczna dla osób z zewnątrz. Są dość zmarginalizowani, mimo że mieszkają w Indiach od wieków. Dargah ich patrona, sufickiego świętego, Bava Gor, jest tutaj i nie wyobrażają sobie opuszczenia go. Ale także przekazali swoje afrykańskie dziedzictwo, swoją kulturę i muzykę każdemu pokoleniu, mówi Korwar, który udał się do Ratanpur w stanie Gujarat, gdzie mieszka i pracuje zespół 10-12 muzyków i tancerzy.



W Day to Day, Siddi są słyszani w żałosnym chórze w Bismillah, w strzępach rozmowy w Dreaming, w nabożnym śpiewie w Bhajan. Zgodzili się, żebym nagrał ich muzykę i słowa. Poinformowałem ich, że to, nad czym pracuję, sprawi, że ich muzyka zabrzmi inaczej, mówi Korwar, który następnie wszedł do studia w Pune z brytyjskim saksofonistą Shabaką Hutchings, klawiszowcem Al MacSweenem, włoskim gitarzystą Giuliano Modarelli, basistą Dominico Angarano; Korwar grał na perkusji, tabli i elektronice. Razem podróżują w trzy różne pejzaże dźwiękowe i łączą wszystkie pasma w mocną mieszankę.

Wiem, że można dyskutować o kulturowym zawłaszczeniu, ale intencja, tak samo jak zgoda, mają znaczenie. Nie jestem jednym z Siddis, mamy różne rzeczywistości. To, co próbowałem zrobić, to przenieść ich muzykę w przestrzeń jazzową i elektroniczną – mówi Korwar, który wynagradzał muzykom Siddi za ich występ. W czasie, gdy nagrywałem album, nie było umowy z Ninja Tune. Nie wiedziałem, czy mogę zaoferować im tantiemy z przyszłej sprzedaży – mówi.



Po nagraniu większości albumu Korwar zgłosił się do Fundacji Steve'a Reida w Wielkiej Brytanii (nazwanej tak na cześć znanego perkusisty jazzowego z Nowego Jorku, który współpracował z Milesem Davisem, Felą Kuti i innymi wielkimi artystami i zmarł w nędzy). została zaakceptowana i była pod opieką patronów fundacji — Four Tet (Kieran Hebden), Floating Points (Sam Shepherd), Koreless (Lewis Roberts) i Emanative (Nick Woodmansey) oraz Gilles Peterson. Na GOAT, nadchodzącym butikowym festiwalu muzyki i sztuki na Goa, Korwar dzieli się z Petersonem podczas pierwszej w historii podróży do Indii.



Konteksty występów to ogromna rzecz i chciałbym wystąpić na żywo z Siddis na Magnetic Fields w zeszłym miesiącu, ale nie było to możliwe. To naprawdę kosztowna operacja, więc podczas występów używam sampli wokalnych. Właściwie podoba mi się bezcielesny głos, który wydaje się pochodzić znikąd i nadaje występowi eteryczną jakość. „Wiele muzyki ludowej prowadzi do całkowitego poddania się i to jest cel, aby podczas występu dojść do punktu, w którym stajemy się muzyką” – mówi.