Kadr z Mojego Roku Salingera Zdjęcie: micro_scope; okładka książki Rakoffa z 2014 roku. (mikroskop) Joanna Rakoff, autorka My Salinger Year (Bloomsbury, 2014) to wir. Jej książka, na której oparty jest film o tym samym tytule i która otworzyła Berliński Festiwal Filmowy, powstała z jej doświadczenia bycia dziewczyną, która przyjeżdża do Nowego Jorku. Wymyślać na nowo, zacząć pisać sama i zostać autorką publikacji.
wszystkie rozmyte gąsienice są trujące
Była także tą dziewczyną, która nie miała pojęcia o znaczeniu JD Salingera, baśniowego autora, który napisał takie współczesne klasyki jak Catcher In The Rye, Franny, And Zooey i Raise High The Roof Beam, Carpenters. Dopiero gdy weszła do uświęconych portali Harold Ober Associates, słynnej nowojorskiej agencji literackiej, która reprezentowała Salingera, odkryła mit i mężczyznę. W postaci tego bardzo nieuchwytnego „Jerry'ego”, który pojawia się w filmie, tak jak w książce, tylko w przebłyskach.
48-letnia Rakoff wciąż nie może uwierzyć w swoje życie, nieustanny wir występów na czerwonym dywanie, żarówek i wywiadów. Po prostu nie jestem przyzwyczajona do takiego makijażu, mówi z uśmiechem, z nutą zmęczenia w głosie. Opowiada o swojej dotychczasowej podróży, od młodzieńczej, szerokookiej pomysłodawcy do popularnego mówcy publicznego, i jak to było być kimś, kto rzeczywiście miał kontakt z tym słynnym samotnikiem autorem, na którego maile od fanów miała za zadanie odpowiedzieć. Była to część jej opisu pracy w agencji, a robiąc to, znalazła własny głos, który wykorzystuje w swojej powieści o dojrzewaniu, która została opublikowana w 2014 roku.
Okładka książki Rakoffa z 2014 roku. Jej książka miała być filmem, gdy była jeszcze na etapie oświadczeń, a ona miała to bardzo niezwykłe, ale ekscytujące doświadczenie, wiedząc, że jej słowa znajdą się na ekranie. Zajęło sześć lat, kilka nieudanych prób ze strony zainteresowanych stron i dużo nauki do filmu – wyreżyserowanego przez Phillipe Falardeu, z Sigourney Weaver jako niesamowitą szefową agencji i Margaret Qualley jako samą Rakoff – aby się zmaterializować. . Za pierwszym razem, kiedy podpisałam wszystkie prawa, mówi, tym razem byłam zaangażowana od początku, aż do końca. Fragmenty wywiadu:
Słyszałeś o „Jerrym” pierwszego dnia w agencji, prawda?
Tak. Pierwszego dnia mój szef dzwoni do mnie i mówi: „Słuchaj, musimy porozmawiać o Jerrym”. I nie miałem pojęcia, o czym mówi, dopóki nie wyszedłem z biura i nie zobaczyłem ściany z jego książkami.
A żarówka zgasła?
Tak, to była żarówka. Powiedziałem poczekaj, to Jerome (Salinger), o mój Boże, taki jest Jerry.
Przed dołączeniem do agencji w ogóle go nie czytałeś?
Joana Rakoff (Dawid Ignaszewski) Nie, nie miałem. Nie byłem nastolatkiem, który miał obsesję na punkcie Salingera. W rzeczywistości byłem aktywnie przeciwny czytaniu Salingera, ponieważ myślałem, że jest trochę lekki. Oboje moi rodzice go kochali i mieliśmy wszystkie jego książki w twardej oprawie. Ale myślałem o nich jak o powieściach komediowych, jak o reliktach z innej epoki i nie obchodziło mnie to. Pomyślałem też, że skoro jest tak popularny, to jak dobry może być. Z perspektywy czasu zdałem sobie sprawę, że jednym z powodów, dla których mój szef mnie zatrudnił, było to, że nie miałem pojęcia. W ogóle nie wspomniałem o Salingerze, więc myślę, że wiedziała, że będę bezpieczną osobą do zatrudnienia, ponieważ szanuję prywatność Salingera, a tego właśnie chciał.
Czy kiedykolwiek zorientowałeś się, dlaczego był taki samotnik?
Miałem przeczucie, kiedy pracowałem w agencji. Ludzie tam ciągle mówili o Salingerze, a ja miałem wrażenie, że był straumatyzowany własną sławą. Że był tą bardzo prywatną osobą, niekoniecznie ekscentryczną, ale osobą, która naprawdę priorytetowo traktowała własne myśli i skłonności, i jakby chciała podążać własną ścieżką jako myśliciel i artysta. W agencji powiedziano mi, że chciał odnieść sukces jako pisarz, ale nie chciał sławy.
A potem był, na okładce magazynu Time, trudno sobie nawet wyobrazić, jaki był wielki… Znam ludzi, którzy z takim wdziękiem radzili sobie ze swoim statusem celebrytów. Tak nie było w przypadku Salingera. Traktował to jak klątwę.
Ale to, czego dowiedziałem się, kiedy badałem książkę, było to, że historia, którą opowiedziano nam o Salingerze, miała jakiś splot. To znaczy, że kiedy pracował nad tymi historiami, nad Catcher In The Rye, aktywnie chciał być sławny. Nie chodziło o to, że pisał w niejasności; aktywnie próbował napisać historię New Yorkera. Jego celem było dostać się do The New Yorker.
I zrobił.
Tak, zrobił.
Więc kiedy faktycznie spojrzałeś na Salingera w agencji, jak to było? Pojawia się jak błysk, zarówno w książce (i filmie).
Och, miałem atak serca. Działało to tak, jak Salinger odwiedzał agencję — przychodził co cztery lub pięć lat… a w tym przypadku przyszedł w roku, w którym tam byłem, ponieważ miał umowę na prace nad nową książką i chciał o tym porozmawiać z moim szefem.
Więc był protokół jego przyjścia, w którym mój szef nikomu nie mówił, ponieważ były okropne doświadczenia, kiedy pracownicy agencji opowiadali o tym swoim przyjaciołom i pojawiali się, próbując się z nim spotkać, próbując dać mu swoje rękopisy, próbując zdobyć jego autograf i zdjęcia. Więc to było ukryte w tajemnicy.
Siedziałam tylko na biurku pisząc i zobaczyłam, jak ta postać wchodzi do pokoju sąsiadującego z moim szefem, a on wyglądał tak staro. Widziałem zdjęcia, na których był tylko młodym mężczyzną, ale po jego uszach mogłem rozpoznać, że to on, i po jego sylwetce, wysokiej i smukłej. Moje serce zaczęło bić bardzo szybko i pomyślałem, że to nie może być on, to nie może być on. I to było.