Wskaźnik rezygnacji kobiet (jako trenerów fitness) jest trzykrotnie wyższy niż wśród mężczyzn w Delhi w Indiach. Niedawno na imprezie w Delhi spotkałem 24-letniego Brytyjczyka, który opowiadał mi, jak los sprowadził go do Delhi. Był trenerem fitness na siłowni w Londynie. Pewnego dnia kolega trener zachorował i wypełnił swoją sesję treningową z klientem. Wspomniany klient okazał się indyjskim przemysłowcem, który zatrudnił go i przeniósł do Indii. Obecnie szkoli tylko tego przemysłowca i członków jego rodziny, nadzorując jego dietę i reżim ćwiczeń zgodnie z jego napiętym harmonogramem. Podróżuje z nim, aby zapewnić, że jego fanatycznie napędzany klient pozostaje w optymalnej formie, niezależnie od tego, jaka może być jego presja w pracy.
rośliny i zwierzęta występujące w tropikalnym lesie deszczowym
Nie tylko superbogaci obnoszą się z ekspertami fitness jako niezbędnymi akcesoriami sezonu. Trenerzy personalni to nowi lekarze GP w miejskich Indiach. Każdy potrzebuje jednego. Nie są już wyłączną domeną modnych lub bollywoodzkich supergwiazd, które używają ich przed przygotowaniem do filmu. Trener personalny przeszedł ze strefy luksusu do akceptowalnego dogadzania sobie. W rzeczywistości są na dobrej drodze, aby stać się uzasadnioną koniecznością, taką jak ubezpieczenie samochodu. Kogokolwiek spotkam, ma nauczyciela jogi, instruktora pilates, profesjonalistę parkour, bez którego jest to powszechnie przyjęte, Twój docelowy poziom sprawności zawsze pozostanie odległym marzeniem. I już niedługo przejdą do superspecjalizacji. Znam zawodowca fitness, który pracuje specjalnie z osobami z problemami z plecami.
Dobry trener jest jak psychiatra, który kieruje cię na ścieżkę samorealizacji, chociaż sam musisz włożyć w to ciężką pracę. Ćwiczenia to taki obowiązek, doświadczony trener sprawia, że jest to nieco bardziej znośne. Gdy znajdziesz kogoś magicznego, kto motywuje Cię do pozostania w formie, jest on od razu niezbędny. Przez lata, może przez dwie dekady, ja również należałem do tej entuzjastycznej grupy bywalców siłowni z trenerami w wielu salach gimnastycznych w Delhi. Teraz czasem zasięgam rady koleżanki, która ćwiczy na tej samej siłowni. Właściwie jest na to określenie: gus-band (guru siłowni plus kolega równa się gusband). Uwalnia mi to czas na obserwację prób i udręk w ciągłym ruchu na parkiecie.
Każdy, kto zna siłownię, nie może nie zauważyć, że kobiety są rażąco niedostatecznie reprezentowane w osobistej przestrzeni treningowej. Na siłownię, do której chodzę, która ma ponad 3000 członków, z czego nieco mniej niż połowa to kobiety, do wyboru jest 40 trenerów personalnych mężczyzn. I o dziwo tylko dwie kobiece. W grę wchodzą siły rynkowe. Okazuje się, że absolutnie nikt nie chce trenerki.
Mężczyźni nie zostaną przyłapani na martwych przy użyciu jednego, a klientki wydają się myśleć, że trenerzy wiedzą więcej. Jedna z trenerek powiedziała mi, że jedynymi kobietami korzystającymi z trenerek były te, których mężowie sprzeciwiali się ćwiczeniu z mężczyznami.
27-letnia trenerka powiedziała mi, jak frustrująca jest jej praca. Odsetek kobiet porzucających naukę jest trzykrotnie wyższy niż wśród mężczyzn. Kultura fitness nie jest w nich tak głęboko zakorzeniona, jak ich męskie odpowiedniki. Powiedziała, że kobiety skupiają się wyłącznie na utracie wagi, a słowo fitness zwykle nie pojawia się w ich słowniku.
Większość z nich mocno wierzy, że podnoszenie hantli na dziesięć powtórzeń zmieni ich w Schwarzeneggera i dlatego nalegają na marnowanie czasu na bieżni i orbitreku. Największym plusem trenera personalnego jest edukacja fitness, którą otrzymujesz domyślnie i oczywiście presja, jaką wywiera na trening. Gdy zapiszesz się na 25 sesji (bezzwrotnych) niewykonanie przestaje być opcją. Czasami osobisty trener jest jedynym sposobem, aby upewnić się, że przestaniesz opierać się opór.