Mei Fong na JLF w tym roku. Niedawno zrobiłeś swoją książkę Jedno dziecko: historia najbardziej radykalnego eksperymentu w Chinach (One World/Pan Macmillan) dostępne do bezpłatnego pobrania w języku chińskim jako protest przeciwko rosnącej fali cenzury narzuconej przez Chiny. Czy była to trudna decyzja do podjęcia?
Nie była to łatwa decyzja, ponieważ wiedziałem, że będzie to wiązało się z pewnymi kosztami — w postaci pieniędzy i czasu oraz kosztem alternatywnym. Musiałem również pamiętać, że może to wpłynąć na wszelkie potencjalne projekty, które mógłbym chcieć realizować w Chinach. Zawsze istnieje możliwość, że nie wpuszczę mnie do kraju, a to nie lada kwestia dla kogoś, kogo kariera po części opierała się na znaczącym doświadczeniu zawodowym w tym kraju. Ale ryzyko jest mniejsze dla kogoś takiego jak ja, który jako obcokrajowiec jest do pewnego stopnia chroniony przed zasięgiem Pekinu. Jest to o wiele bardziej niebezpieczne dla ludzi takich jak księgarze z Hongkongu, którzy zostali uprowadzeni i stracili środki do życia za publikowanie książek krytycznych wobec Chin, lub pisarzy i tłumaczy w Chinach. Więc w tym sensie czułem, że z mojego bardziej chronionego miejsca powinienem zrobić coś w imieniu innych, którzy są bardziej zniewoleni.
W ostatnich latach na całym świecie nasila się cenzura mediów. Czy postrzegasz to jako początek końca liberalnego porządku światowego?
Myślę, że sprawy przybierają cykle i jest to zdecydowanie cykl wzmożonych globalnych represji, kurczenie się tego, co widzimy w Chinach, z Brexitem w Wielkiej Brytanii i niedawnymi wyborami prezydenckimi w USA. Dlatego coraz ważniejsze jest dokonywanie zmian na wszelkie możliwe sposoby. To nie czas na siedzenie i płacz.
owoc przypominający pomarańczę
Jak Twoim zdaniem dziennikarze powinni radzić sobie z przeszkodami, które coraz częściej napotykają na swojej drodze?
Dla wielu ludzi idea bycia dziennikarzem ma raczej niski status — z szacunkiem i posłusznie zapisujesz to, co mówią ważni ludzie. W języku chińskim słowo dziennikarz to dizhe – dosłownie „rejestrator”. Ale dziennikarstwo to nie stenografia. To mówi prawdę. Musimy o tym pamiętać.
Jak surowa była cenzura, kiedy w 2001 roku zostałeś wysłany do Chin jako dziennikarz?
Korespondenci zagraniczni nie mają takiego problemu, jak reporterzy lokalni, którzy mieli wszelkiego rodzaju restrykcje dotyczące tego, co i jak mogą powiedzieć. Dla zagranicznych reporterów ograniczenia te polegały bardziej na oficjalnych ograniczeniach naszych ruchów. Na przykład istniały zasady, które wymagały od nas uzyskania pozwolenia od władz lokalnych przed udaniem się tam w celu zgłoszenia, co utrudniało zakrywanie szybko przełomowych historii lub czegokolwiek o drażliwym charakterze. Sztuczka polegała więc na tym, żeby gdzieś pojechać bez czekania na pozwolenie, zgłosić sprawę i szybko się wydostać, zanim władze zorientują się, że jesteśmy. Kilka razy byłem na krótko zatrzymywany lub proszony o opuszczenie terenów protestacyjnych. Kiedyś lokalne władze ścigały mój samochód i próbowały mnie zatrzymać, ale zmusiłem ich do spóźnienia się na wywiad z jakimś ważnym urzędnikiem. Nie było mi tak trudno, jak niektórym innym ludziom, ponieważ jestem etnicznym Chińczykiem i potrafię wtopić się w miejscowych, w przeciwieństwie do, powiedzmy, dwumetrowego białego faceta z dużym aparatem.
W swojej książce opowiadasz o tym, że byłaś najmłodszą z pięciu córek i powiedziano ci, że „nigdy byś się nie urodziła”, gdyby twoja rodzina nie wyemigrowała do Malezji. Angażował się w politykę jednego dziecka na twój umysł, kiedy po raz pierwszy pojechałeś do Chin?
Nie bardzo. Głównym przedmiotem zainteresowania Wall Street Journal są historie gospodarcze i biznesowe, a pod koniec lat 90. i na początku 2000 r., kiedy chińska machina gospodarcza nabierała tempa, takie sprawy jak polityka jednego dziecka zeszły na dalszy plan. Skupiono się na tym, jak ludzie po raz pierwszy posiadali własne domy i (byli) w stanie kupować samochody i meble oraz jak pili Starbucks i studiowali za granicą. To było niewyobrażalne jeszcze pięć lat temu. Dopiero stopniowo zdałem sobie sprawę z bardziej podstępnych skutków polityki jednego dziecka: fabryki, które skarżą się, że kończą im się pracownicy do zatrudnienia, czy rodziny z synami pożyczającymi ogromne sumy pieniędzy, aby ich samotne dziecko miało większe szanse na rynku małżeńskim który miał znaczny niedobór kobiet.
Kontrola populacji nie była niczym niezwykłym w latach 80-tych. Na przykład Indie również miały krótką schadzkę z kontrola płodności program. Jak myślisz, gdzie decydenci popełniają błąd, gdy formułują plany dla narodów tak dużych i zróżnicowanych jak Indie czy Chiny?
Myślę, że dużym problemem, jaki mają ludzie, jest zrównywanie kontroli populacji z ekstremalnymi programami, takimi jak polityka jednego dziecka w Chinach lub przymusowa sterylizacja (kampania) Indiry Gandhi. Nie są jednym i tym samym. Nie jest złym pomysłem zmniejszenie lub spowolnienie wzrostu populacji poprzez zapewnienie kobietom większej liczby możliwości pracy i edukacji, dzięki czemu dostęp do antykoncepcji i aborcji jest tani i przystępny. Ale duże narody, takie jak Indie i Chiny, pod presją ogromnych populacji popełniły błąd, próbując narzucić rygorystyczne, przymusowe programy, które miały na celu szybkie zmniejszenie wzrostu populacji. To jak różnica między rozsądną dietą, aby zredukować wagę, a szaloną dietą spożywającą wyłącznie wodę cytrynową. W tym drugim przypadku możesz szybko schudnąć, ale z długotrwałym wpływem na twoje zdrowie. Chiny spieszyły się, aby szybko pozbyć się populacji, więc podjęły ekstremalny środek. Rezultatem jest bardzo niezrównoważona populacja, która jest zbyt stara, zbyt męska i zbyt mała, co ma ogromne konsekwencje dla przyszłego wzrostu i szczęścia jej ludzi.
Czy istniały jakieś odkupieńcze cechy chińskiej polityki jednego dziecka?
Głównymi beneficjentami były kobiety urodzone w miastach po wprowadzeniu polityki jednego dziecka — jako jedyne dziecko, bez męskiego rodzeństwa, z którym mogłyby konkurować, otrzymują wszelkie środki rodzicielskie. Tak więc nastąpił ogromny wzrost liczby kobiet w Chinach, które dostały się do college'u i szkolnictwa wyższego. Ale trzeba zastanowić się, czy ten zysk mógł zostać osiągnięty tylko dzięki polityce jednego dziecka – w końcu kobiety w Korei Południowej, Japonii, Tajwanie, Singapurze również dokonały podobnych postępów, bez niczego tak restrykcyjnego.
jak uprawiać kaktusa księżycowego
Ostatnio pojawiło się wiele oburzenia z powodu propozycji chińskiego rządu dotyczącej usunięcia wkładek wewnątrzmacicznych (IUD) na koszt państwa. W roku, w którym odwrócono politykę, pozwalającą obywatelom Chin na posiadanie dwojga dzieci, jak widzisz to się rozgrywa?
Dawanie ludziom większego wyboru w określaniu wielkości rodziny nigdy nie jest złą rzeczą, ale najnowsza historia pokazuje, że krajowi bardzo trudno jest odwrócić spadający wskaźnik urodzeń. Ogólny trend we współczesnych krajach z dużą populacją miejską dotyczy mniejszych rodzin. Jedyne kraje rozwinięte, które do tej pory odniosły pewien sukces w zwiększaniu liczby ludności, musiały zaoferować znaczne korzyści – dotowane kształcenie, opiekę nad dziećmi, zasiłki rodzicielskie. Są one drogie do sfinansowania i nie jest jasne, jak dalece Chiny są skłonne rozszerzyć te usługi. Istnieje również problem spędzenia ponad 30 lat na nieustannej propagandzie o tym, że rodzina z jednym dzieckiem jest idealna. Niektóre z tych pomysłów utknęły i bardzo trudno będzie je szybko usunąć.
Jedną z moich ulubionych (i dość rozdzierających serce) postaci z twojej książki jest Snow, która codziennie przed igrzyskami olimpijskimi w Pekinie chodziła na plac Tiananmen z afiszem: „Chcę iść do szkoły.” Czy kiedykolwiek udało jej się zdobyć certyfikat hukou ? Czy jesteś w kontakcie z niektórymi osobami, które podzieliły się z Tobą swoimi historiami?
Po wielu trudnościach usłyszałem, że Snowowi udało się uzyskać oficjalny status. Ale ten proces pochłonął jej całe życie i nie może wrócić do lat, kiedy nie była w stanie uzyskać formalnej edukacji – wszystko zniknęło. Utrzymuję kontakt z niektórymi ludźmi, z którymi rozmawiałem, i jestem zdumiony zwrotami akcji, jakie przybrało ich życie. Na przykład Liu Ting, młody człowiek, o którym pisałam, który jest jednym z najsłynniejszych Małych Cesarzy w Chinach, ponieważ zabrał ze sobą matkę na studia. Przeszedł teraz operację przypisania płci i ma obiecującą karierę jako królowa piękności i modelka. Ludzie mają niesamowitą zdolność zaskakiwania, a historie ich odporności i pomysłowości chciałem uchwycić w książce.
W swojej analizie polityki jednego dziecka w Chinach splatacie to, co osobiste z tym, co polityczne. Jak to zmieniło ciebie jako osobę?
Mówią, że pisanie to najlepsza forma terapii. Myślę, że podnosząc niektóre z pytań, które postawiłem w książce – dlaczego chcemy mieć dzieci? Jakie są koszty rodzicielstwa? Co nadaje sens życiu? — i starając się na nie odpowiedzieć w przemyślany sposób, pomogła mi dowiedzieć się, co jest ważne
Dla mnie.
brązowy pająk z długimi nogami
W swoim epilogu mówisz o tym, jak pewnego dnia zamierzasz opowiedzieć swoim synom historię kraju, którego cesarz zadekretował, że jego mieszkańcy mają tylko jedno dziecko i przemienił go w naród dawnych czasów. Czy zacząłeś już opowiadać historie?
To do następnej książki.