Ptaki o najgłośniejszych głosach są oczywiście najmniejsze: krawcowe, prinie zwyczajne i prinie popielate. (Źródło: Ranjit Lal) Można by pomyśleć, że większość rozsądnych ptaków brzydziłaby się i unikałaby życia w indyjskich miastach. Komu potrzebny jest hałas, ruch uliczny i spaliny, dziwne emanacje z wież telefonii komórkowej, nawozowe jedzenie i (ludzie) sąsiedzi, którzy są prawie całkowicie nieświadomi twojej obecności, nie mówiąc już o twoim imieniu? A jednak dla leniwego ptasznika nie ma lepszego miejsca do siedzenia i obserwacji ptaków niż nasze miasta. W Pune przez kilka ostatnich dni siedziałem na balkonie mieszkania na drugim piętrze w Koregaon Park (zielona kolonia, z wieloma ogromnymi drzewami figowymi) i spotykałem całe mnóstwo ptaków, które szczęśliwie kontynuowały swoje życie. własne życie na widoku publicznym.
Jasne, trochę denerwujące było to, że każdego ranka o szóstej rano budziło mnie złowrogie okrzyki kukału lub bażanta wrony: tego potężnego czarno-rudego faceta, który żyje na diecie składającej się z pisklętami, jaszczurek i tym podobnych smakołyków. zamiast koncertu fletowego sroki-robin (tu bardziej wieczornego śpiewaka, zauważyłem). Ale był dość daleko, a nie tuż za oknem. Balkon, który bardziej przypominał machana, wyglądał w oczach drzew neem i sal, i choć trudno było wydobyć ptaki z gęstego listowia, ptaki robiły tyle samo hałasu, co indyjscy wczasowicze na stacjach górskich (by pokazać wszyscy, którzy przybyli i mają SUV-y).
Był to oczywiście bardzo traumatyczny czas dla wron, które wychowywały koele jako swoje własne: te ostatnie były teraz na tyle duże, że mogły opuścić dom, ale nadal chciały być karmione łyżką przez rodziców, którzy dopiero zaczynali być trochę podejrzliwi. Rozczochrana samica koel, która teraz zaczyna pokazywać swoje prawdziwe pręgowane upierzenie, wpadła w królewski napad złości, gdy jej nękany rodzic zastanawiał się, czy wypchać jej twarz, czy nie. Gdzieś w pobliżu zimorodek białogardłowy regularnie wypuszczał swój dźwięk terytorialny „zabij, zabij, zabij!”, co było zaskakujące, biorąc pod uwagę, że powinno już być gotowe do gniazdowania. Zimorodek gniazduje w zagłębieniach i dziurach wywierconych w piaszczystych ławicach i musi wypuścić swoje młode, zanim nadejdzie deszcz i zamieni piasek w płynne błoto. Gdy zapadł zmierzch, cętkowane sówki nagle zaczęły głośno krzyczeć, ćwierkając głośno do siebie. Teraz także ślepowrony, które patrolowały nallah, biegnące tuż za murem granicznym, qwarczały na siebie ochryple i trzepotały na swój nietoperzowy sposób — szaro, niebiesko-czarno-biało i z wytrzeszczonymi rubinowymi oczami. Czapla błotna lub ptak niełuskany też grałby, teraz mnie widzisz, a teraz nie! zwierzyny, gdy zwijał i rozwijał skrzydła wzdłuż brzegów. Wysoko w górze czerwonobrązowa czajka powtórzyła swoje oskarżające „zrobiłeś to”? wołał, gdy krążył wokół, obserwując cały obszar.
Szare dzioborożce materializowałyby się i ustawiały posągowo na czubku martwego drzewa – i wyglądały jak przedłużenie gałęzi, na której przysiadły. Czasami trzeba było usłyszeć ich wołanie, aby przekonać się, że naprawdę tam są i że nie patrzysz tylko na martwe gałęzie. Są odrapane, matowo szare i naprawdę wyglądają na przedpotopowych — może jak uciekinierzy z Parku Jurajskiego.
Ptaki o najgłośniejszych głosach, oczywiście, musiały być najmniejsze: krawcowate, prinie zwyczajne i popielate, które go wypasały (towit-towit-towit od krawców, które, jak przypuszczam, były na „Towitter” , też!) przy głosie wyborczym, pozostając dobrze ukrytym wśród liści. Od czasu do czasu ktoś wystawał głowę ponad liście, krzyczał ci w twarz i odchodził zajęty.
O wiele bardziej miękkie i słodsze były brzęczące białookie, te uroczyste, wyłupiaste, małe żółte ptaszki, które, jak sądzę, muszą teraz przewyższać liczebnie wróble. W przydymionym brązowym kolorze rzucali się i robili uniki z lekkomyślną prędkością między trzema lub czterema wieżowcami.
Z pewnością najbardziej niemile widziane były niebieskie gołębie skalne — te miejskie gnojki, które praktycznie zmonopolizowały każde miasto: tutaj, na szczęście, trzymane poza balkonem nylonową siatką. Wpadliby jednak na dach markizy i rozpoczęli orgie-bijaki na czubku głowy, że tak powiem. Ostatnio czytałam, że mają być monogamiczne i naprawdę nie mogę się nad tym pogodzić, biorąc pod uwagę sposób, w jaki się zachowują! Ptaki zawsze podrzucają dziwne googly!
Być może najlepszą — i najbardziej obiecującą — obserwacją była para muniaków z łuskowatymi piersiami, która zdawała się sprawdzać rośliny na werandzie jako możliwe miejsce gniazdowania. Z sieci często korzystają małe ptaki, takie jak sunbirds, a nawet bulwy. Są wystarczająco małe, aby przedostać się przez siatkę i będą gniazdować w roślinach domowych, bezpieczne przed drapieżnikami wron i kotów, które nie mogą dostać się do nich ani ich dzieci. Musisz tylko uważać i podlewać rośliny.
Spacer po Joggers’ Park zaowocował muchołówką. Głęboko w cieniu zagwizdał nas, po czym skłonił się, ładnie rozchylił ogon i wykonał drobiazgowe piruety, zanim zniknął w mroku. A w hali odlotów na lotnisku kolejny googly! Dlaczego wróble (które prawie opuściły duże miasta) uwielbiają poczekalnie na lotniskach? Widziałem ich w tak wielu: Jaipur, Bombaj, Delhi, Dehradun, Bangalore i Pune. Tutaj była grupa około czterech lub pięciu osób. Wylądowali na lśniącej gładkiej podłodze i przezabawnie zatrzymali się, zanim zabrali się do zbierania kąsków.
jasnozielona i czarna gąsienica
Jednak najbardziej niepokojący widok musiał być ten z okna samolotu: paw biegający gorączkowo wzdłuż drogi kołowania. Wssanie jednego z nich do silnika odrzutowca odrzutowego nie ma sensu myśleć: mam na myśli to, żeby ptaka zabrał narodowy ptak! Infra dig, czy najbardziej honorowa wyprawa na ptaki, jaką możesz przyznać? Temat do wielkiej walki!