Żołnierz z butem podziurawionym kulami. Tytuł: Gallipoli: Dardanelska katastrofa w słowach i fotografiach żołnierzy
Autor: Richard Van Emden i Stephen Chambers
Wydawca: Bloomsbury
Strony: 352
Cena: 699 zł
Ponad 8000 Australijczyków i Nowozelandczyków (Anzac) zginęło, a dalsze 18 000 zostało rannych podczas kampanii Gallipoli podczas I wojny światowej. W swoich krajach zapadają w pamięć jako bohaterowie, a kampania została uwieczniona w kinie i literaturze.
Ale jak przypomina nam Gallipoli: The Dardaneles Disaster in Soldiers' Words and Photographs autorstwa Richarda Van Emdena i Stephena Chambersa, kampania ta była całkowitą katastrofą: wyższe kierownictwo wojskowe wyznaczało zbyt ambitne i źle zdefiniowane cele, żołnierze byli niedoświadczeni i słabo wyszkoleni, nie było wsparcia logistycznego, nie było informacji wywiadowczych o pozycjach tureckich. Emden i Chambers obierają inną drogę, aby przedstawić swój punkt widzenia. Wykorzystali relacje z pierwszej ręki żołnierzy biorących udział w wojnie, a także 130 zdjęć zrobionych przez umundurowanych mężczyzn, aby przybliżyć do domu wstrząsające warunki w okopach. Chłopcy w wieku 15 lat zostali wysłani na linię frontu, nie mając pojęcia, w co się pakują, a uparty Winston Churchill nadal trzymał się swojego planu. Jak zauważył generał brygady Cecil Aspinall-Oglander, oficjalny historyk brytyjski, jeśli kiedykolwiek kampania była skazana na niepowodzenie od samego początku, to roczny hart w Dardanelach był tego przykładem.
Skupienie się na ogromnej odwadze żołnierzy pozwala zapomnieć, że największym zabójcą w Gallipoli była czerwonka, na którą zaatakowała ponad 90 procent żołnierzy. Podporucznik Roy Laidlaw notuje w swoim dzienniku, że co noc w latrynach znajdowaliśmy martwych ludzi [dyzenterię]. Oficer medyczny, porucznik Norman King-Wilson przypomniał sobie, jak wszyscy wyglądali na tak chorych, biednych diabłów, że trzeba było serca z kamienia, aby wysłać lżejsze przypadki, powiedzmy zwykłej biegunki, z powrotem do służby… moje serce krwawiło, gdy obserwowałem niektórych biedny, dotknięty biegunką, wychudzony szkielet… bez szemrania zaakceptuj moją decyzję, że musi wrócić do służby, odebrać swój zestaw i powoli wracać do śmierdzących, dotkniętych zarazą, źle zbudowanych okopów.
Listy, notatki, pamiętniki i fotografie dają nowy sposób patrzenia na nieszczęsną kampanię. Zagrożenie muchami domowymi, tropikalny upał, brak wody i złe warunki sanitarne to tematy przewijające się w książce. Niewiele jest w tych wspomnieniach efektownych.
Największą wadą książki jest to, że jest napisana z brytyjskiego punktu widzenia. Zostawmy w spokoju tureckich żołnierzy, których wspomnienia zawierają kilka niezbyt pochlebnych wzmianek, Hindusi – 1358 z nich zginęło w walce za Wielką Brytanię – niewiele wspominają. Zakłada również szczegółową znajomość kampanii Gallipoli, a jeśli nie jesteś miłośnikiem historii wojskowej, trudno jest zrozumieć większość materiału. Ale wartość książki tkwi w jej wyjątkowej naturze: uczłowiecza wojnę, pozwalając usłyszeć głosy żołnierzy.