To nie tyle, ile zarabiam dla Vishu czy Onam w „normalnym” roku, ale z drugiej strony to znacznie więcej niż wielu ludzi – teraz lub w „normalnych” czasach. (zdjęcie: Pooja Pillai; projekt: Gargi Singh) Dwa dni temu wideo o mężczyźnie w Agrze desperacko próbującym ratować mleko, które rozlał na drodze, stało się wirusowe. Tego wieczoru poszedłem na zakupy do skromnej sadhyi Vishu, którą zaplanowałem na następny dzień, i stwierdziłem, że nie było żadnych świeżych składników, których potrzebowałem – tykwy jesionowej, podudzia, pochrzynu z stopy słonia, surowego babki lancetowatej, długiej fasoli, tykwy węża, ogórka Madras - było dostępne. Nie znalazłam też liści bananowca, na których tradycyjnie podawana jest ta uczta. Oczywiście jest ogromna różnica w rozczarowaniu, które czułem, i rozpaczy, którą musiał odczuwać mężczyzna w Agrze. Nasze indywidualne doświadczenia deprywacji po prostu nie mogą być porównywane.
Być może dlatego wydaje mi się, że jest dysonans w nazywaniu tego, co tu zaczynam, blogiem kulinarnym. Odkąd zaczęło się blogowanie o jedzeniu, zajmuje równoległy świat, w którym jedyne pytanie dotyczy konsumpcji: jak ugotować i zjeść konkretną potrawę. Danie może być tak proste, jak masala Maggi z warzywami lub tak wyszukane, jak ręcznie robiony makaron soba z mentsuyu i kakiage. Kwestia zaopatrzenia w żywność – chyba że jest to egzotyczny lub rzadki składnik – nie wchodzi w to. Z drugiej strony, w prawdziwym świecie, gdy wchodzimy w czwarty tydzień ogólnokrajowej blokady w odpowiedzi na pandemię COVID-19 i gdy pojawiają się wieści o ludziach walczących o znalezienie podstawowych filtrów żywnościowych, jest to pytanie coraz trudniej tego uniknąć. Jak porównujemy te dwa światy? Jest to jedna z rzeczy, którą, miejmy nadzieję, ten blog będzie w stanie rozwiązać.
Surowe składniki do mojej sadhyi Vishu (podzielony żółty moong i cukier nie są na zdjęciu, bo zapomniałam ich dołączyć) (fot. Pooja Pillai) Obecna sytuacja zmusza też do zadania innego powiązanego pytania: jak będzie wyglądało gotowanie i jedzenie w świecie po koronawirusie? Podejrzewa się, że nie różni się zbytnio od świata sprzed koronawirusa, chociaż ma się nadzieję, że uważna konsumpcja stanie się bardziej mainstreamowa. I zanim ktokolwiek sprzeciwi się temu pomysłowi, dręcząc na myśl o oszczędnościach, gdy powraca normalność, powiedzmy sobie jasno: można zakwestionować ideę ucztowania bez utraty kubków smakowych lub unikania radości i świętowania. Na początek, czy przeczytałeś ten artykuł, który niedawno opublikowaliśmy przy okazji Vishu, o tym, jak przygotować się do minimalistyczna sadhya ?
Zaryzykowałbym, że moja własna sadhya Vishu jest dobrym przykładem powyższego: użyłam składników, które widzisz na pierwszym zdjęciu, aby zrobić osiem przedmiotów (nie licząc ryżu i appalamów):
Ostatnia sadhya podana na moim zwykłym talerzu. Ale teraz liczy się treść, a nie prezentacja. (Fot. Pooja Pillai) To nakarmiło trzy osoby, a zostało ich wystarczająco dużo na wczorajszą kolację i dzisiejszy lunch. To nie tyle, ile zarabiam dla Vishu czy Onam w „normalnym” roku, ale z drugiej strony to znacznie więcej niż wielu ludzi – teraz lub w „normalnych” czasach. I znowu, moim celem nie jest sprawienie, by celebracja jedzenia wydawała się nieprzyzwoita (chociaż czasami może być), ale żeby powiedzieć, że odrobina zaangażowania umysłu i sumienia może zajść daleko w naszym docenianiu jedzenia — niezależnie od tego, czy jest ono wytwarzane przez nas lub przez kogoś innego, niezależnie od tego, czy jest zrobiony z najlepszych składników, czy z ciężko wywalczonego minimum.
jagody rosnące na krzakach
The Back Burner to co dwa tygodnie blog, który będzie opowiadał o wszystkich rzeczach związanych z jedzeniem (oczywiście z przepisami)