Powrót do przyszłości: George Saunders. Na pierwszy rzut oka jedna z najbardziej oczekiwanych książek 2017 roku, „Lincoln in the Bardo”, nie wydaje się być powieścią. Scenariusz jak sztuka, struktura narracyjna to bricolage pełen upiornych postaci i wysypu tekstów historycznych, które mogą być autentyczne lub nie. Amerykański pisarz George Saunders, lat 58, umieścił na papierze nic innego jak arcydzieło, aby opowiedzieć historię nocy, w której młody Willie Lincoln, trzeci syn Abrahama Lincolna, 16. prezydenta Ameryki, zmarł na tyfus 20 lutego 1862 roku. w środku politycznego i osobistego rozterki Lincoln odwiedza nocą grób swojego syna. Saunders używa bardo – stanu granicznego między życiem a śmiercią – aby zbadać wiarę, miłość, smutek i śmierć. Zredagowane fragmenty wywiadu e-mailowego:
Co tak długo zajęło ci napisanie swojej pierwszej powieści?
Myślę, że mój naturalny „krok” to taki, który nadaje się do krótkiej, energicznej pracy – innymi słowy, opowiadań. Ale ten materiał Lincolna „wołał do mnie” od ponad 20 lat. Kiedy już się w to wkręciłem, po prostu rosło. Zawsze staram się, aby moje pisanie było uczciwe, ale w tym przypadku prowadził mnie materiał.
Powieść czyta się jak sztuka i zmienia sposób, w jaki angażujemy się w formę. Co było zalążkiem powieści i jak zadecydowałeś o stylu i strukturze?
To była historia, którą słyszałem mniej więcej w 1993 roku – że pogrążony w żalu Lincoln wszedł do krypty swojego syna. Nie byłem wtedy gotowy, aby tego spróbować – czułem, że nie będę w stanie oddać sprawiedliwości do tego momentu. W końcu, około 2012 roku, pomyślałem: „Stary, masz 55 lat; Jeśli nie teraz to kiedy?'
Forma zrodziła się naturalnie z trudności materiału i z mojego pragnienia uhonorowania emocjonalnej siły tkwiącej w rdzeniu opowieści. Myślę, że dochodzimy do dziwnych rozwiązań artystycznych, próbując uniknąć robienia rzeczy w ten sam sposób, starając się nie być do bani. Jeśli uważa się, że te innowacje bezpośrednio służą emocjonalnej sile historii, tym lepiej — to wydaje się autentyczne i zasłużone.
Jak długo zajęło ci napisanie tego?
Cztery lata. Pisząc to, byłem naprawdę zdumiony tym, jak bliska była ruina Ameryki w latach sześćdziesiątych XIX wieku, a także tym, jak wiele problemów, które nas wtedy dręczyło, wciąż z nami było. Skończyłem książkę w chwili, gdy Trump ogłosił swoją kandydaturę, i zostałem wysłany na jego wiece przez „New Yorkera”.
Jakie były twoje odkrycia na tych wiecach?
Na tych rajdach było tyle złości i rozczarowań! Jego zwolennicy widzą w nim kogoś, kto przynajmniej ich słucha, wie, że są nieszczęśliwi. Część tego nieszczęścia jest uzasadniona, a część nie. Prawdziwą tragedią jest to, że jedna (biała) grupa cierpiących ludzi wyładowuje swoje nieszczęście na inne, również bezbronne grupy. Trump wkroczył, by wykorzystać to bardzo realne cierpienie. To ciekawe czasy, które całkowicie zmieniają naszą politykę. Życie z Lincolnem przez te wszystkie lata nauczyło mnie tego: źródłem jego mocy był smutek, dobroć, pokora oraz wrodzone zaufanie i empatia dla innych ludzi. Tych rzeczy brakuje w naszym obecnym rządzie. Ale zainspirował mnie sposób, w jaki kraj odpiera tę nową falę banalnej i ksenofobicznej agresji.
W powieści badasz jakość dobroci, która pozwala nam poruszać się zarówno po życiu, jak i po życiu. Co takiego jest w życzliwości, co poruszyło cię jako pisarza?
Rozumiem, że życzliwość jest najbardziej logiczną i rozsądną odpowiedzią na sytuację, w jakiej się znajdujemy tu na ziemi. Czym nie jesteśmy: stałym, centralnym, bezpiecznym od krzywdy, oddzielonym od innych istot ludzkich. Kim jesteśmy: umieramy, bezbronni i ulegamy złudzeniu, jeśli myślimy, że damy radę bez miłości i wspólnoty. Tak więc, jeśli rozumiemy „życzliwość” jako „to, co przynosi korzyści innym istotom”, wtedy rozsądne jest bycie miłym. Myślę, że życzliwość może służyć jako rodzaj „cnoty bramy”.
Powiedziałeś kiedyś: „śmierć czyni wszystko ciekawszym”. Bardo wydaje się być miejscem, w którym można poruszać się po kilku rodzajach straty.
Kiedyś słyszałem bardzo mądrą osobę mówiącą: „Życia nie da się naprawić”. I myślę, że to prawda. Myślę, że praktyczna postawa moralna musi zaczynać się od szczerej oceny tego, kim i czym jesteśmy. Musi powiedzieć: „Tak, na pewno umrzemy i prawdopodobnie po drodze doświadczymy choroby, upokorzenia i złamanych serc. W porządku. A teraz: jak mogę być w tym szczęśliwy, pozytywny i produktywny?”. „Zdrowa” świadomość śmierci to kolejna forma zdrowego rozsądku. Powinniśmy żyć z otwartymi oczami, patrząc na śmierć bez zaprzeczenia — jeśli możemy.
Bardo jest koncepcją pochodzącą z buddyzmu tybetańskiego. Kiedy zacząłeś angażować się w buddyzm?
Moja żona i ja zaczęliśmy praktykować około 15 lat temu. Czuję, że kiedy ćwiczę, jestem szczęśliwszy, milszy i bardziej zainteresowany rzeczami – mniej neurotyczny i niespokojny.
Kwestia tożsamości narodowej wpływa na jakość naszego życia. Jak myślisz, jak wpływa to na rodzaj literatury produkowanej przez kraj?
Literatura powinna i będzie robić to, co robiła zawsze: poszerzać i wyjaśniać pytanie, co to znaczy być człowiekiem. Jak to będzie wyglądać w formie literackiej? Młodzi artyści z całego świata pracują nad tym, gdy mówimy. Ale jestem przekonany o sile i istotności sztuki.
To, co wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych, można wywieść z rozwoju materializmu — naszego przeceniania pieniędzy, władzy i brutalnej siły; i związana z tym marginalizacja tego, co dwuznaczne, ciekawe, duchowe, czułe. Straciliśmy pokorę i jakoś wierzymy, że celem życia jest zwycięstwo. Literatura jest tu coraz częściej traktowana jako rodzaj odpustu; coś, co robi kilka dziwnych osób. Ale teraz widzimy to, czym jest: myśl ludzka na najwyższym poziomie, najbardziej złożona i najbardziej hojna. Coś, co sprawia, że kultura jest potężniejsza i bardziej kochająca.