ilustracja: Pradeep Yadav By Parvati Sharma
Jeśli niezadowalająca książka jest jak przyjaciółka, która pożycza pieniądze i ich nie zwraca – dręcząca irytacja, pewnego dnia się rozejdziesz – książka z niezadowalającym zakończeniem jest przyjaciółką, która zabiera twoje pieniądze i wyrzuca cię ze swoich przyjęć. Czujesz się samotny. Czujesz się zdradzony. Potencjał gniewu i gorzkich aktualizacji na Facebooku jest wysoki.
Trochę jak to, co się stało, kiedy miałem siedem lat i czytałem The Twits. Z perspektywy czasu to musi być jedna z najbardziej makabrycznych historii Roalda Dahla i bardzo mi się to podobało. Pan i pani Twit byli podli i okropni, a kiedy nie byli wobec siebie podli i okropni, dręczyli swoje małpy w klatkach lub malowali swoje drzewo klejem, aby złapać ptaki i je upiec. Był nawet rysunek przedstawiający dwie żałosne ptasie łapki wystające z niedzielnego ciasta.
Kiedy małpy i ptaki połączyły siły, aby wymierzyć im proporcjonalną karę tym złoczyńcom, wiwatowałem. A kiedy na ostatniej stronie listonosz Fred wszedł do domostwa Twitów i odkrył ich makabryczny koniec, byłem gotów jeszcze trochę wiwatować. Tyle że wtedy uderzyłem się w tę ostatnią linijkę: I wszyscy, łącznie z Fredem, krzyczeli „Hurra!”
Rzecz w tym, że jakoś byłem przekonany, że oznaczało to dokładne przeciwieństwo. Czy mogłem zajrzeć do słownika? Domyślam się, ale to byłoby przyznanie się do straszliwej porażki, prawda? Z pewnością odpowiedź leży tuż przede mną, na stronie! Od miesięcy martwiło mnie niewytłumaczalne współczucie Freda dla brzydkiej pary. Dlaczego nie miałby krzyczeć „Huraj”? Czy Fred był smutny, ponieważ nie był w stanie dostarczyć ich listów? Czy przegapiłem fragment, w którym Twits i Fred zjedli razem ptasią zapiekankę? Czy Fred był mniej listonoszem, a bardziej symbolicznym wyrazem niewysłowionego sumienia?
Nie możesz sobie wyobrazić mojej ulgi, kiedy spadł grosz.
W książce jest coś, co domaga się zamknięcia. Po pierwsze, dosłownie zamykasz książkę. Odkładasz go na bok i wypuszczasz małe westchnienie, a te małe gesty oznaczają twój powrót do świata, prawdziwego świata, tego, który zazdrośnie trzymałeś na dystans, z zamkniętymi drzwiami, grymasami i machaniem nie-teraz.
Z filmami nigdy nie jest tak samo, prawda? Nawet gdy oglądasz je z laptopem na kolanach i słuchawkami, filmy są w jakiś sposób niezależne od twojej własnej wyobraźni „Przyniosłem to żywe”. Film z dużym nagromadzeniem i niską wypłatą jest rutyną – lekceważysz go jako zabawny, dopóki trwa. Książki są inne.
Dlatego lubię epilogi z zapewnieniem, że książka wcale nie musi kończyć się na ostatniej stronie. Ktoś, nie tylko ja, czuwa nad jego przyszłością. Ale potem przeczytałem Zbrodnię i karę, epilog, do którego nie tylko zmącił moje słownictwo, ale zrujnował moją duszę. Naprawdę nienawidziłem tego: dlaczego, dlaczego Raskolnikow musiał zostać zreformowany, skoro był o wiele lepszy w torturowaniu?
Byłem tak wściekły, że napisałem własne zakończenie. Na szczęście ten dodatek zaginął w światowej literaturze. Sam niewiele z tego pamiętam. Może Raskolnikow uciekł z więzienia i był wolny! Bądź wolny! A może kazałem go rozstrzelać. Cokolwiek to było, po prostu nie mogło to być takie oswojone odkupienie – to było tak samo błędne, jak Jo odrzucająca Laurie.
Westchnienie. Czy ten mały skręt przetestował moją siłę, czy co. Przypuszczam, że wszyscy czytelnicy muszą cierpieć w tym momencie, z ponurą świadomością, że chociaż napinasz wszystkie ścięgna w służbie autora, wystarczy tylko przewrócić stronę i zostać zrzuconym z urwiska.
Więc im bardziej lubisz książkę, tym mniej chcesz, żeby się skończyła. Nie zawsze może cię to zranić, ale może bardzo dobrze zabrać cię z wow! do łaaa…? w akapicie. Spójrz na The Reluctant Fundamentalist — co to za jazda, zanim gwałtownie się zatrzyma i nie jesteś pewien, czy masz wysiąść, czy tylko grzecznie kaszleć i czekać na ogłoszenia. Albo Gone Girl: nawet bohaterowie nie mogą kupić tego końca. Może zmieniają to, kiedy nikt nie patrzy.
Potem oczywiście jest książka, która zaczyna się, kontynuuje i kończy doskonale. Jest to przyjaciel, który staje się twoim kochankiem, a zatem otrzymasz od niego wiele rzeczy – ale nie zamknięcie. Nie możesz przestać o tym mówić. Czytasz to raz, a potem od razu chcesz przeczytać ponownie. Narzucasz to swoim przyjaciołom i obrażasz się, jeśli im się to nie podoba. Książka nie tylko doskonale Cię zrozumiała, ale także wypowiada na głos Twoje najgłębsze sekrety. Zmieniasz się na zawsze.
Ale nic tak doskonałego nie może pozostać. Jak zawsze wiedział, że musi, książka powraca do swojego gatunku, na półce. A ty, rozdarty między żałobą a nadzieją, raz jeszcze zajrzyj do rozdziału pierwszego.
Parvati Sharma jest autorką książki Close to Home
Historia ukazała się w druku z nagłówkiem I na końcu