Oglądaj zrzędliwe gaduły z dżungli, a rozpłyniesz się w papkę

Jak większość mieszkańców stolicy, przez większość czasu krzywią się, krzywią i marszczą brwi, nie mówiąc już o nieustannym zgrzycie, jaki robią – kay-kay-kay, kiedy zajmują się swoimi codziennymi sprawami.

przyroda-głównaMoże nie są zbyt przyjaźni, ale mają talent do TLC (źródło: Ranjit Lal)

W dziczy, przyznaję, że nie spojrzałbym na nie dwa razy (jestem zbyt rozproszony innymi rzeczami), ale tutaj, w miejskiej dżungli Delhi, są topowymi faworytami. Jak większość mieszkańców stolicy, przez większość czasu krzywią się, krzywią i marszczą brwi, nie mówiąc już o nieustannym zgrzycie, jaki robią – kay-kay-kay, kiedy zajmują się swoimi codziennymi sprawami. Ubrani są w niechlujne mundury w kolorze khaki i przypominają mi gliniarzy na wiele sposobów.



Weźmy na przykład ich codzienną działalność. Wejdą do twojego ogrodu przed świtem, pomrukując i mrucząc, i zaczną szukać i sondować pod kamieniami, gałązkami i liśćmi, rzucając je na strzępy bez szacunku dla twojej własności, prywatności lub faktu, że wciąż jesteś w piżamie. Jakby zostali powiadomieni, że zakopałeś tam skarb sztabek złota lub ukryłeś tonę kokainy. Wszelkie pająki, karaluchy, chrząszcze, larwy, motyle itp. skonfiskują od razu — poprzez połknięcie. Śmiej się z nich, a skują się razem, pióra potargane, garbate i rzucają się w twoim kierunku zaciekle, a ich ogony wymachują luźno za nimi tak groźnie jak lathi. Jeśli odkryją, że zatrudniłeś kocura o krzemiennych oczach jako mięśnia, rozpęta się piekło, gdy będą nieustannie drwić i drwić z kota, aż ten się wymknie, wymachując ogonem z bezsilnym obrzydzeniem.



Czasami, najlepiej w środku popołudnia, ustawiają się w kolejce przed twoim oknem i uderzają w nie dziobami, domagając się wejścia. Są oczywiście wściekli, że wpuściłeś do środka kolejną grupę kluczowych gliniarzy, którzy dziobią i szydzą z nich, gdy palą się tam w palącym słońcu.



Zobacz, jak latają, a na pewno dostaniesz chichotu. Ustawiony na gałęzi, przywódca będzie patrzył na swoich tchórzliwych poruczników i wystartuje, trzepocząc szaleńczo skrzydłami, potem szybując, a potem trzepocząc, cały czas tracąc wysokość i mając bardzo małą kontrolę nad tym, dokąd zmierza. Ląduje, podskakując i podskakując, a tuż za nim jego lojalni zwolennicy już wystartowali, a cała trzoda będzie musiała uważać, aby nie wylądować w plątaninie, jeden na drugim. Dla nich skakanie wydaje się lepszym sposobem poruszania się.

Żołnierze z dżungli są tylko tacy.



Ale dlaczego, można by zapytać, ptak, który przypomina dobrych obywateli stolicy, naładowanych po oczy wściekłością, miałby być takim faworytem? Cóż, moje oczy otworzyły się, kiedy pewnego ranka spojrzałam na drzewo ze szczotką do butelek przed moją sypialnią. Tam, na gałęzi, wszystkie w rzędzie, sześć lub siedem, ciasno ciasno przyciśniętych, te wściekle wyglądające ptaki pieściły się nawzajem taką TLC, że natychmiast spowodowałyby wiele tętniaków policji moralnej. Każdy ptak przeczesywał dziobem upierzenie sąsiada z dziką delikatnością, podczas gdy odbiorca tego haniebnego palmtopa i czułości przewracał oczami w czystej błogości nirwany — nie trzeba dodawać, cały czas marszcząc brwi ku chwale. Ach to miejsce… tak, tak, tak, och kochanie! Technicznie nazywa się to allpreening; Wolę nazywać to „canoodlingiem”. Nie popełnij błędu, ci faceci są największymi mięczakami w okolicy! Teraz, gdy ich sekret został wyjawiony, dowiedziałem się o nich więcej.



Należą do ogromnego klanu, być może z większą liczbą gatunków niż jakikolwiek inny spośród grzędujących ptaków, i są mieszkańcami Starego Świata. Żyją w grupach terytorialnych do kilkunastu członków, ale często liczących sześciu lub siedmiu. Z tego otrzymują przydomek saat bhai (siedmiu braci) w języku hindi i siedem sióstr po angielsku (o ile mi wiadomo, nie przeprowadzono żadnych badań dotyczących przyczyn transmutacji). Gniazdują w okresie letnim i monsunowym, a każda grupa ma zwykle jedną parę hodowlaną, składającą się z najwyższej rangi dżentelmena i damy. Gniazda buduje się w zaroślach, krzakach i drzewach, zwykle umieszczonych na wysokości od dwóch do może dziesięciu metrów. Niehodowlani członkowie bractwa pomagają w karmieniu młodych (zazwyczaj trzech lub czterech) i zachęcają ich do latania, gdy nadejdzie czas.

Często tolerują najazdy innych grup na ich terytoria i zbierają się razem, robiąc zaciekły hałas, gdy drapieżnik (kot, mangusta, wąż itp.) pojawia się na miejscu, mobbingując go, aż się wymknie. Konptaki, takie jak kukułki srokate i kukułki jastrzębie, często składają jaja w gniazdach, a gaworzenia nadal karmią swoje gigantyczne potomstwo oszusta, dopóki nie wydostanie się z gniazda i nie da im srogo, ponieważ nawet młode kukułki jastrzębia wyglądają jak jastrzębie… Ale raz dziecko uspokaja się, otwiera dziób i rzęzi, znów ma twarz wypchaną smakołykami od zakochanych rodziców, którzy desperacko potrzebują porady! Małe dzieciaki najwyraźniej pozostają w rodzinie, podczas gdy dziewczęta gaworzenie odlatują w wielki, zły świat, by szukać sławy i fortuny (i zapobiec chowu wsobnemu). Przypuszczam, że mogłoby to zadziałać też w drugą stronę, ale masz to i dobrze dla nich. Możesz śmiać się z tych świecących błaznów w parkach, ogrodach, na terenach leśnych, zarówno w mieście, jak i na wolności niemal w całych Indiach — i nigdy nie przestaną Cię bawić. I to pomimo faktu, że oni — i ich więksi kuzyni — duże siwe gaworzenie, nigdy nie były znane z tego, że się uśmiechają.



Mimo to byłoby miło, gdyby ludzie — a zwłaszcza policja — zaczynali każdy dzień tak, jak tego ranka gawędzą ci bełkotliwi na drzewie szczotki do butelek.



Ranjit Lal jest autorem, ekologiem i obserwatorem ptaków