Plakat dowódcy Sojuszu Północnego Ahmeda Shaha Massouda w Kabulu, 2013. (Creative Commons) Na początku swojej książki o najdłuższej wojnie w Ameryce, wciąż toczonej na odległych terenach Afganistanu i Pakistanu, Steve Coll opowiada nam o „Dyrekcji S”, jednym z kilku podrzędnych skrzydeł pakistańskiego wywiadu ISI, poświęconym tajnym operacjom wspierającym Talibowie, partyzanci kaszmirscy i inni brutalni islamscy radykałowie. Inne kluczowe dyrekcje ISI, na przykład zajmujące się zwalczaniem terroryzmu, kontrwywiadem, analizą i współpracą międzynarodową, a także polityką pakistańską, również są obsadzone przez dwugwiazdkowych generałów, ale nie ma wątpliwości, że „Dyrekcja S” jest najbardziej poszukiwane nieruchomości w agencji szpiegowskiej – a wraz z armią pakistańską, prawdziwa potęga w Pakistanie. Premierzy i prezydenci są tak marginalni, że dostają tylko kilka stron, zanim szybko zostaną zdegradowani do nieistotności historii. To ludzie, którzy stoją na czele ISI i Dyrekcji S, są skazani na interwencję w losy narodów i naginanie ich w kierunku ich woli.
Porywająca opowieść Colla obejmuje zaledwie 15 lat, począwszy od dnia, w którym zmienił się współczesny świat – nie 11 września 2001 roku, kiedy Al-Kaida rozbiła kilka samolotów na World Trade Center w Nowym Jorku i Pentagon w Waszyngtonie – ale dwa dni wcześniej, 9 września, podczas zabójstwa charyzmatycznego dowódcy Sojuszu Północnego Ahmeda Shaha Massouda na szczycie góry 150-kilometrowym od Kabulu, którego z determinacją trzymał w obliczu żarłocznie rozszerzających się talibów. Historia kończy się w 2016 roku, w antyklimatycznym następstwie zabójstwa Osamy bin Ladena w 2011 roku, kiedy Coll zwrócił uwagę, że 1,40.000 zgonów później, talibowie ponownie stają się większym niż życie graczem w Afryce. -Pak region. Z wyjątkiem tego, że tym razem brutalność jest przykryta dziką okleiną Państwa Islamskiego, które nie ma czasu ani ochoty na kodeks honorowy Pasztunów, bez względu na to, jak autodestrukcyjny może być ten ostatni.
Ta epicka narracja pokazuje drobiazgowe szczegóły, z jakimi arogancka, nieudolna i rozproszona administracja George'a Busha przekształciła dobrą wojnę przeciwko Al-Kaidzie i talibom w rozdrobniony bałagan, gdy zwrócił uwagę na Irak i Saddama Husajna. Jak Barack Obama, który trzeciego dnia po dojściu do władzy przeniósł się do zakończenia izb tortur CIA na froncie Af-Pak, doskonale rozumiał perfidię Pakistanu w przygotowaniach do przyjaznego Afganistanu po odejściu Amerykanów. Mimo to Obama decyduje, że perfidia jest warta ryzyka, ponieważ on, Ameryka i reszta świata, nie mogą sobie pozwolić na to, by 100 dziwnych broni nuklearnych Pakistanu wpadło w niepowołane ręce.
Tak więc, kiedy afgański prezydent Hamid Karzai, pod koniec kolejnego irracjonalnego napadu złości, pyta Hillary Clinton, czy Ameryka raz na zawsze zakończy podwójną grę, którą pakistańska armia ISI prowadziła w Afganistanie – walcząc z Amerykanami w wojnie przeciwko Talibom i nadal zapewnia im bezpieczne schronienie w Pakistanie — w przeciwnym razie sam zawarłby układ z ISI, Hillary nie ma odpowiedzi. Wie, że Obama już zdecydował, że będzie ryzykował przyszłość Afganistanu każdego dnia tygodnia, jeśli oznacza to, że niebezpieczne bomby atomowe w Pakistanie są chronione.
Dyrekcja S: Tajne wojny CIA i Ameryki w Afganistanie i Pakistanie, 2001-2016 Tymczasem Karzaj jest niebezpiecznie bliski spełnienia własnej groźby, zmuszając do rezygnacji swojego ministra spraw wewnętrznych Hanifa Atmara i doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Amrullaha Saleha – doskonale wiedząc, że poświęca ich, a być może i swój kraj, dla ISI.
małe jodły do doniczek
Ta książka to naprawdę film. Epicka skala zdrady, szykan, podwójnego krzyżowania się, starć ego, lobbingu i polityki ożywia się, jakby była przedmiotem codziennego przeznaczenia. Zniecierpliwienie Obamy z jego własnym wysłannikiem Af-Pak Richardem Holbrooke jest oczywiste. Holbrooke popycha swojego jednoosobowego analityka CIA, Barneya Rubina, do roli greckiego bohatera, gdy Ameryka rozpoczyna tajne negocjacje z wrogiem, z którym publicznie walczy. Były ambasador talibów w Pakistanie mułła Zaeef, który spędził czas w Guantanamo, apeluje do Amerykanów o uratowanie talibów przed Pakistańczykami. Wbrew szerokiemu obrazowi interesu narodowego, czytamy krótkie historie o amerykańskich chłopcach z przedmieść toczących wojnę na zarośniętych polach marihuany Helmand i Kandahar, tracących życie i kończyny od eksplodujących min lub po prostu strzał w głowę.
Oczywiście jest to strasznie znajoma książka, nawet jeśli nie wiesz, co będzie dalej. W miarę jak Ameryka coraz bardziej zagłębia się w afgańskie bagno, dowódca armii pakistańskiej Ashfaq Kayani wyjaśnia, że ceną za niezłomne wsparcie Pakistanu jest usunięcie indyjskich wpływów w Afganistanie. Śmierć indyjskiego attache obronnego w zamachu bombowym w Kabulu w lipcu 2008 roku, a następnie zamachy w Bombaju w listopadzie, odcisnęła piętno na ISI – Amerykanie, od Busha do Obamy, do dziś Trumpa, są niezmiernie świadomi rozmiarów podwójny krzyż, z którym mierzą się w każdej chwili dnia. A jednak muszą zacisnąć zęby, zaakceptować worki na ciała i wymanewrować Pakistan – wszystko w nadziei na odkupienie honoru 2996 osób, które zginęły w atakach z 11 września, mimo że od tego czasu tysiące innych zginęło na polach śmierci Afganistanu. Dlatego Obama musi zaryzykować wysłanie Pieczęci Marynarki Wojennej w helikopterach Apache, aby zniszczyć Osamę bin Ladena w nocy z 1-2 maja 2001; chociaż Coll daje Pakistańczykom korzyść z wątpliwości, mówiąc, że prawdopodobnie nie wiedzieli, że mieszkał tam od kilku lat w zasięgu słuchu pakistańskiej akademii wojskowej. Bez znaczenia. Do tej pory historia nabrała tak wspaniałego rozmachu, że wydaje się naturalne, że wojna w Afganistanie-Pakistanie musi być kontynuowana po śmierci bin Ladena, chociaż to właśnie polowanie na niego sprowadziło Amerykanów do tej części Azji wewnętrznej. .
Tak więc, jako że najdłuższa wojna w Ameryce nie wykazuje oznak końca, a obecny prezydent Donald Trump boryka się z prawie tymi samymi problemami, Coll znajduje piękny sposób na zakończenie historii – w zasadzie tak, jak ją zaczął, w dolinie Panjshir, która jest ostatnią reduta wielkiego Ahmada Szacha Massouda, zabitego na rozkaz bin Ladena dwa dni przed 11 września. Syn Massouda, Ahmad, miał wtedy zaledwie 12 lat. Dziś ma 28 lat i chce uczestniczyć w kształtowaniu ruchu na rzecz demokracji w Afganistanie. W końcu beznadzieja ustępuje miejsca iskierce nadziei.