Seria oparta jest na wspomnieniach Deborah Feldman z 2012 roku, Unorthodox: The Scandalous Rejection of My Chasidic Roots. (Źródło: Netflix) W jednej z najbardziej wymownych scen w Nie ortodoksyjny (streaming na Netflix), protagonistka Esther Shapiro (Shira Haas) kontratakuje dziewczynę, gdy powiedziano jej, że uciekła z Williamsburga. Wyszłam, nie mówiąc nikomu, koryguje. W Berlinie, z dala od miejsca, do którego należy, i otoczona grupą znajomych, którzy dopiero się zaprzyjaźnili, Shapiro z wahaniem wyjawia przyczynę swojego wyjazdu, który naznaczony skradaniem się i pośpiechem, rzeczywiście przypominał ucieczkę. Bóg za dużo ode mnie oczekiwał. Teraz muszę znaleźć własną ścieżkę. Interakcja tych dwóch wątków narracji – Shapiro, która czuje się uwięziona przez religię i rozpaczliwa chęć wyrwania się z niej – stanowi centralny konflikt czteroodcinkowego miniserialu.
Na podstawie pamiętnika Deborah Feldman z 2012 roku, Nieortodoksyjne: skandaliczne odrzucenie moich chasydzkich korzeni , ściśle podąża grafem podróży pisarki: jej narodzin i małżeństwa w społeczności chasydzkiej oraz późniejszego odrzucenia obu. Serial wyreżyserowany przez Marię Schrader, napisany przez Annę Winger, Alexę Karolinski i Daniela Hendlera, przedstawia także żywy portret satmarskich Żydów ze społeczności chasydzkiej, zapoczątkowanej przez głównie ocalałych z Holokaustu w Nowym Jorku. Przenosząc traumę zarówno jako przyczynę, jak i cel swojego istnienia, społeczność chasydzka jest nie do przebicia. W wywiadzie z 2012 r. z New York Post Feldman szczegółowo opisał, że nawet w swojej surowości zasady są bardziej opresyjne w stosunku do kobiet, dyktują ich wygląd i ostatecznie nakazują sposób, w jaki żyją. Kiedy miałam 11 lat zmienili zasady ubierania się. Kiedyś można było nosić T-shirt z długimi rękawami i wysokim dekoltem. Teraz możesz nosić tylko bluzki z wysokim dekoltem, z tkanin, ponieważ ich teoria głosi, że tkaniny nie przylegają.
Jej fikcyjny odpowiednik Shapiro znajduje się w tym świecie. Poprzez jej historię, szczególnie tę, która rozgrywa się w Nowym Jorku, i liczne przepisy religijne, których musiała przestrzegać, Nie ortodoksyjny podwaja się również jako bacznie obserwowany komentarz na temat losu kobiet, zwłaszcza gdy (każda) religia staje się nie tylko sposobem na życie, ale jest uważana za absolutną prawdę obojętną i nietolerancyjną na pytania. Nie wybiera męża, ale jest wybierana dla niego. Na kilka dni przed ślubem Shapiro jest szkolona, aby być dobrą żoną, pouczona, że mężczyźni są odbiorcami, a kobiety dawcami. Mówi się jej, że jej obowiązkiem jest urodzenie dziecka i sprawienie, by mężczyzna poczuł się jak król. Czy to czyni ją królową, zastanawia się głośno, odpowiedź wisi w powietrzu. Ślub jest więc aranżacją mającą na celu sprawić, by mężczyzna czuł się bardziej mężczyzną, a kobieta mniej sobą. Jej rola, pytania o jej przyjemność nie są dyskutowane mniej odrzucane. Uwięziona w małżeństwie pozbawionym miłości, jej wartość lub jej brak mierzy się jej rzekomą (nie)możliwością posiadania dziecka.
Uwięziona w małżeństwie pozbawionym miłości, wartość Esther Shapiro lub jej brak mierzy się jej rzekomą (nie)możliwością posiadania dziecka. (Źródło: Netflix) Ta żałosna, częściowa sztywność społeczności chasydzkiej została zbadana w literaturze popularnej i dokumencie z 2017 roku Jeden z nas (również przesyłane strumieniowo na Netflix) szczegółowo opisuje konsekwencje dla tych, którzy decydują się na wyjście w ogóle, a zwłaszcza dla kobiet. Kobiety tracą wszystko, łącznie z dziećmi i prawem do życia. Ale co sprawia, że? Nie ortodoksyjny przekonująca jest nie tylko odmowa Shapiro znoszenia tego, jak była traktowana, czy jej niechęć do negocjowania miejsca dla siebie, ale uświadomienie sobie, że przytłumione ograniczeniami jej poczucie tożsamości zostało stłumione, że w niekończącym się procesie bycia kimś, osoba, którą jest, nigdy nie mogłaby ewoluować.
Ucieczka do Berlina daje jej możliwość nie szukania, ale szukania siebie. Jej pobyt w nowym mieście służy jako zawoalowany bildungsroman, opowieść ocalonego oraz rytuał przejścia. Narracja nieustannie porusza się tam iz powrotem, zestawiając życie, które pozostawiła, z tym, które odkrywa. To przeciwstawienie sprawia, że różnica jest jeszcze bardziej wyraźna. Widzimy młodszą (młodszą) Shapiro naiwnie podekscytowaną swoim małżeństwem, życiem, które miało do zaoferowania, a potem jako dziewiętnastolatka, obarczona ciężarem doświadczenia na ramionach, spacerująca samotnie ulicami nieznanego miasta, szukanie sposobów na przetrwanie. Zmienia się sposób, w jaki się ubiera – para dżinsów zastępuje sweter – zmienia się także jej życie, które do tej pory pochłaniała samotność. Jej umiejętność gry na pianinie nie pozostaje już tajemnicą, podobnie jak śpiewanie przed grupą ludzi uważanych za nieskromnych.
Kiedy Shapiro dociera do Berlina, robi to jako ocalała z Holokaustu. (Źródło: Netflix) Ale ta, jak każda historia o dojrzewaniu, ma u podstaw poszukiwanie tożsamości i uderza w sposób, w jaki seria odnosi się do tego bez ograniczania. Berlin poszerza jej światopogląd, wielokulturowa grupa muzyków, z którymi się tam zaprzyjaźnia – choć trochę wymyślna – sprawia, że jest mniej samotna w obcym kraju. Ale miasto, które jest kluczem do jej przyszłości, zatrzymuje także pozostałości przeszłości, przed którą uciekała. Jej wybór ucieczki jest również tym, przed czym ucieka, i pod tym względem Berlin nabiera wielkiej siły. Mimo że jej decyzja była początkowo zabarwiona i pod wpływem obecności jej zrażonej matki (matka Shapiro opuściła męża alkoholika i tam osiadła), miasto w końcu otwiera się jako ropiejąca rana, z którą musiała się pogodzić, aby iść naprzód.
Kiedy Shapiro dociera do Berlina, robi to jako ocalała z Holokaustu. Patrzy na budynki, jakby były obozami, a jej twarz wykrzywia smutek na myśl o zmarłych przodkach. To niezwykłe, że w żadnym momencie serial nie oczekuje, że poświęci swoją przeszłość na ołtarzu nowszych doświadczeń lub w dążeniu do bycia kimś, kto zrezygnuje z tego, kim jest. Swojej tożsamości szuka właśnie w miejscu, które ją z niej okradło. W nawiedzonej scenie towarzyszy nowo poznanym przyjaciołom nad jeziorem w Wannsee. Na horyzoncie widać willę, w której zapadła decyzja o zabijaniu Żydów w obozach koncentracyjnych. Gdy jej przyjaciele wskakują do wody, ona cofa się skrępowana niewidzialnymi kajdanami historii. Powoli idzie przed siebie, a potem zanurza się w prawie w pełnym ubraniu do wody, zdejmując szajtel (perukę noszonych przez ortodoksyjne żydowskie mężatki). W tym momencie jest wyzwolona. Shapiro nadal przeżył, ale odmawia właśnie że. W innej wzruszającej scenie przyjaciółka jej męża (przybywająca z Nowego Jorku, by zabrać ją z powrotem) wskazuje, że park, w którym siedzą, to miejsce, w którym niszczone były rodziny, kwestionując pośrednio, jak mogłaby zbudować życie w miejscu, które dręczy szkielety jej przeszłości. Odpowiada, że zmarli są zawsze z nimi, czy to w Nowym Jorku, czy w Berlinie. Shapiro pokazuje nam, czego się nauczyła: przyznanie się do przeszłości jest nieuniknione, ale także uznanie, że nie pochłania ona wszystkiego.
Shapiro pokazuje nam, czego się nauczyła: przyznanie się do przeszłości jest nieuniknione, ale także uznanie, że nie pochłania ona wszystkiego. (Źródło: Netflix) Kiedy w końcu spotyka swojego męża w Berlinie – ubranego w sukienkę i bez zwyczajowej peruki – aby nie wracać, mówi mu, że są części siebie, których wciąż nie zna. Ale nie mówi na głos, że te części zostały odnalezione przez utratę tego, co wytłoczone przez innych, że doświadczenia nadają tożsamości, ale nie mogą nią być, że odpuszczenie nie zawsze oznacza zapomnienie. Czasami pomaga również w leczeniu. W Berlinie Shapiro kontynuuje swoją podróż do liczenia siebie, ściskając swoją przeszłość w pięść: zachowując, ale nie pozwalając, by rządziła jej teraźniejszością.