
jaki rodzaj juki mam
The People vs Tech: Jak internet zabija demokrację (i jak ją ratujemy)
Jamie Bartlett
Ebury Press (książki o pingwinach)
256 stron; 499 zł
JAMIE BARLETT jest reporterem technologicznym i jest obecnie związany z brytyjskim think-tankiem Demos. Twierdzi, że demokracja jest ze swej natury odpowiednikiem i kłóci się ze światem, który technologia cyfrowa Doliny Krzemowej szybko tworzy. Jego główny argument w tej książce jest więc prowokacyjny — polityka jest zagrożona przez technologię.
Wydarzenia w Tunezji, a następnie w Egipcie w 2011 roku zdawały się przekonywać ludzi, że media społecznościowe są dobrodziejstwem dla politycznej mobilizacji. Ale pochwały, które zebrały Google i Facebook, ograniczały się do ich roli w krajach nie postrzeganych jako liberalne demokracje – wprowadzając elementy łączności i dyskusji politycznej, które nie byłyby możliwe w inny sposób, oraz zapewniając forum, które mogłoby wywołać poruszenie i zostać wykorzystane do celów politycznych. To inna sprawa, że żadna iskra nie mogłaby się w ogóle rozpalić, gdyby nie staromodna i twarda działalność związków zawodowych z rolnikami uprawiającymi bawełnę w mieście Luksor w południowym Egipcie i okolicach. Ale siedem lat później — w kontekście Brexitu, wyborów w USA, nieodebranych połączeń z członkami partii politycznych, używania WhatsApp jako broszury politycznej w krajach takich jak Indie, a ostatnio, jak jaun kamizelki we Francji rozpoczęły się jako kampania internetowa — nawet kłótliwe i demokratyczne społeczeństwa w pełni doświadczają głębokiego wpływu technologii na ich społeczno-polityczną ekspresję.
Ważnym pytaniem jest, czy technika jest czynnikiem umożliwiającym, czy też decydującym tłem w takiej postaci, w jakiej była prasa drukarska, radioodbiornik, telegraf czy samochód. A może robi teraz wszystko w innym tempie, zagrażając bardzo demokratycznej przestrzeni, która umożliwiła powstanie Doliny Krzemowej? Bartlett pisze, że charakter i tempo takiej zmiany zasadniczo zmienia społeczeństwo i odbiera podstawowe elementy, które umożliwiają demokrację, argumentację lub rozwiązywanie sporów i współistnienie. W zeszłym miesiącu wyemitowano dwa filmy dokumentalne na Facebooku zrealizowane przez PBS Frontline. Opierając się na szczegółowym zbadaniu ewolucji firmy i jej formuły na przychody, rzucili światło na niepokojącą myśl: polaryzacja opinii publicznej jest modelem sukcesu Facebooka.
The People vs Tech napędza tę argumentację. Bartlett nie może się powstrzymać od namalowania niepokojącego obrazu tego, co się dzieje. Jack Dorsey nazwał Twitter cyfrowym placem publicznym podczas składania zeznań przed komisją wywiadowczą Senatu USA we wrześniu tego roku. Ale czy to tylko to?
Propozycja Bartletta jest podobna do tej, która ujawniła ideę ukrytych przekonywaczy — osób stojących za kampaniami reklamowymi różnych produktów. Pomysł, że technologie cyfrowe promowane przez firmy, które twierdzą, że łączą Cię ze światem poza Tobą lub poszerzają debatę publiczną, działają odwrotnie. Zamykają umysły i tworzą obywateli niezdolnych do krytycznej i cierpliwej debaty na temat niczego wartościowego. Pokazując, w jaki sposób mikrotargetowanie wyborców lub zezwalanie na tworzenie list partii politycznych poprzez wycinanie dużych zbiorów danych może doprowadzić do zniszczenia demokracji, autor przekonuje, że karmienie konsumentów większą ilością tego, czego chcą, jest jak oferowanie większej ilości kokainy uzależnionemu. Bartlett mówi dalej, że umożliwienie otwarcia bańki informacyjnej każdego obywatela dla partii politycznych i umożliwienie aspirantowi politycznemu oferowania tego, o czym wie, że ludzie chcą, prowadzi do utrudnienia podstawowej istoty demokratycznego funkcjonowania. Kiedy debata publiczna ogranicza się do świecących ekranów różnych telefonów z różnymi komunikatami, istota różnych demokracji ulega dramatycznej erozji.
To, że obywatele ze względu na wygodę (zniżki lub po prostu darmowe WiFi) mogą zdradzić tak wiele swoich informacji, może nie oznaczać bezpośredniej straty dla danej osoby. Ale ostatecznie zagraża demokracji. Główną propozycją tej polemiki jest to, że klasa średnia w każdym społeczeństwie — ludzie, którzy kupują gazety, wstępują do partii politycznych, sponsorują organizacje charytatywne, głosują i uczestniczą w projektach społecznych — stanowi kręgosłup demokracji. Wraz z erozją tej kategorii ludzi i nowymi technologiami pogłębiającymi nierówności dochodowe, powolny i przemyślany pomysł nie szukania szybkich rozwiązań – kluczowy dla demokracji – również odchodzi.
Książka kończy się zestawem 20 rzeczy, które możemy zrobić, aby zatrzymać zjeżdżalnię. Najbardziej znaczącym wnioskiem jest wskrzeszenie idei dobra publicznego i nieustanne zapewnianie, że potężne systemy demokratyczne… również odpowiedzialne przed ludźmi, są w stanie rozliczać gwałtowne zmiany technologiczne. W czasach, gdy Sundar Pichai z Google stoi przed Izbą Reprezentantów, tak jak zrobili to prezesi Facebooka i Twittera, czytanie The People vs Tech jest doświadczeniem jeżącym włosy, ale satysfakcjonującym.