Rekursywność jest znakiem rozpoznawczym krótkiej powieści Kanishka Tharoora. Wściekle pomysłowy, pięknie wykonany i niezwykle pewny siebie Swimmer wśród Gwiazd ogłasza nadejście nowego, płonącego talentu, czytamy w notce na okładce w debiutanckim tomie opowiadania Kanishka Tharoora. Tkaczy, którzy dokonują takich potworności pod zasłoną anonimowości, należy wytropić i złożyć w ofierze na płycie
bazaltu pod pełnią księżyca. Zagrażają karierom literackim, podnosząc oczekiwanie czytelnika do takiego stopnia, że strony między obwolutami mogą jedynie skrywać kulminację. Fikcja Tharoora ujawnia żywy umysł głęboko zainteresowany światem, w różnych kategoriach wiedzy. Poza tym — i to go wyróżnia — doskonale zdaje sobie sprawę, że każda warta opowiedzenia historia została opowiedziana wiele razy wcześniej, a będzie opowiadana na zawsze i tylko jedna z tych opowieści może być jego. Jest w tym staroświecka pokora, która ostro kontrastuje z nabrzmiałą prozą notki.
Rekursywność jest znakiem rozpoznawczym krótkiej fikcji Tharoora. Najczęściej omawiana historia w tej książce — być może dlatego, że jest pierwszą — dotyczy podróży słonia z Cochin do Maroka, wygnanego, by zadowolić serce księżniczki. Podobno oparta na prawdziwej historii, przypomina również XV-wieczne manifesty ładunkowe chińskiego admirała Zheng He (lub Cheng Ho), który przywiózł żyrafy z Afryki Wschodniej dla swojego cesarza, który był na tyle młody, że cenił egzotyczne zwierzęta nad zwykłe kosztowności. Według jednej z tradycji statki Zhenga zabrały również małego nosorożca z Tamluk w Bengalu, ale to może być kolejna fikcja.
Historia, filologia i ich siostrzane sztuki tworzą szkielet wielu z tych historii. Istnieje cykl Aleksandra, który przypomina epokę heroicznych romansów, których świadkami były niemal wszystkie kultury. „Opowieść o herbaciarni” wizualizuje środkowoazjatyckie miasto czekające na hordę barbarzyńców i przypomina czytelnikom, że mniej dojrzałe kultury często napędzały historię w tym regionie, kosztem dekadenckich cywilizacji. Akcja „Astrolabium” rozgrywa się we wczesnych dniach eksploracji kolonialnej, kiedy terra incognita była królestwem nieprawdopodobnie możliwego.
Najbardziej udaną fikcją Tharoora są „Listy do domu”, seria fragmentów, które zaczynają się i kończą dość nagle i wskazują kontury szerokiego lektury Tharoora. Wpływy są różnorodne, choć wszystkie przemawiają do pewnego przyzwyczajenia — znak Dublińczyków i Ficciones jest wyraźnie widoczny, ale są tu echa wielu tradycji, od Kafki i Gaimana przez JG Ballarda po science fiction z epoki srebrnej.
Ta ostatnia jest postrzegana jako najbardziej korzystna w „Organizacji Narodów Zjednoczonych w kosmosie”, w której dyplomaci na pokładzie stacji kosmicznej obserwują z orbity gwarantowane obustronnie zniszczenie ich ojczystych krajów. Akcenty sci-fi są kluczowe dla fabuły, ale pojawiają się prawie dyskretnie, na przykład w zachowaniu piasku w niskiej grawitacji i kosztach utrzymania sztucznej grawitacji w kosmosie.
Niektóre historie Tharoora są nijakie, ale jedyną porażką jest „Upadek rzęs”, który jest rozpaczliwie rozpaczliwy, a nie w stylu Ericha Segala. A w cyklu Aleksandra zdarza się rzadka wpadka, w której Tharoor pisze o dymie z armat morskich — ewidentnie anachronizm.
Oprócz szerokich wpływów i delikatnego, ale zdecydowanego ujęcia prozy aspirującej do kondycji poezji, największą siłą Tharoora jest elegancka zwięzłość jego pisarstwa. Wie, kiedy złożyć rękę i puścić historię, nawet jeśli jest formalnie niekompletna. Stoi teraz przed decydującym testem. Zapuścił się w gatunek, w którym zakończenia są rutynowo odkładane. Pisze powieść, a wydawcy mogą stać się zaskakująco małostkowi, jeśli powieściopisarze nie napiszą na ustaloną wcześniej długość. Miejmy nadzieję, że próbując swojej pierwszej powieści, Tharoor zachowa poczucie końca.