Rushdie zamyka kilka wątków swojej powieści w jednej sekcji i przecina kontinuum czasu i przestrzeni nożem do masła. Pisanie Josepha Antona (2012) wydaje się wyczerpać Salmana Rushdiego. Jego 600-stronicowe pamiętniki o jego wczesnym dzieciństwie w Bombaju, czasach szkolnych w Rugby w Warwickshire w latach 60., jego czterech małżeństwach, a przede wszystkim jego życiu na wygnaniu po wydaniu fatwy i potępieniu w świecie islamskim za swoją powieść , The Satanic Verses (1988) jest piekielnie szczery i wciągający. Jednak, jak mówi w wywiadzie dla The Guardian, miał dość mówienia prawdy.
Niedługo potem powrócił do fikcji i pisania materiałów przypominających Harun i morze opowieści (1990) oraz Luka i ogień życia (2010), dwie powieści napisane dla jego synów Zafara i Milana. Wynik? Jego dwunasta powieść, Dwa lata osiem miesięcy i dwadzieścia osiem nocy, trafia dziś na półki sklepowe.
Jeśli czytasz Rushdiego od samego początku, nie dziwi fakt, że 300-stronicowa powieść jest postmodernistyczną odsłoną Tysiąca i Jednej Nocy, lepiej znanej jako The Arabian Nights. To nie tylko bajka, ale także medytacja nad filozofią, religią, lękiem, a przede wszystkim miłością.
Oryginalne Noce zaczynają się od królowej Szeherezady, która co noc opowiada swojemu mężowi Shahryârowi historię, aby uniknąć egzekucji przez niego następnego ranka. Świadoma, że mogą jej zabraknąć opowieści, od czasu do czasu pomysłowo łączy je, by końce pozostały luźne, a król nie mógł jej zabić, bo on, podobnie jak czytelnicy Szeherezady, musi poczekać, by poznać losy bohaterów.
W ofercie Rushdiego akcja rozpoczyna się w 1195 roku — filozof Ibn Rushd (od którego ojciec Rushdiego wziął nazwisko rodowe) został wygnany z Kordoby na 1001 dni. Spotyka Dunię i nawiązuje z nią romans. Nie wie, że Dunia to dżinnia, złośliwa kobieta-diablica, która może zamieszkiwać zarówno świat realny, jak i fantastyczny. Łączy ich związek podobny do Shahryâra i Szeherezady, ale Dunia chce wypełnić świat swoimi dziećmi, by w końcu urodzić półdiabły.
pająk z czarno-białymi nogami
Niektórzy z potomków Duni mieszkają obecnie w USA. Należą do nich mężczyzna, którego stopy nie dotykają ziemi, dziewczyna, która potrafi wystrzeliwać błyskawice z koniuszków palców, dziecko, które może powodować czyraki, aby zarażać skorumpowanych ludzi. Jak zawsze, nie ma dobrych dżinów bez złych, więc toczy się bitwa między dwiema siłami, która szaleje gdzie indziej, w Nowym Jorku.
Jeśli to Rushdie, alegoria nie może być daleko w tyle? W tym przypadku jest to walka między dobrem a złem, między różnymi światopoglądami, ale dotyczy także fanatyzmu religijnego i kulturowego oraz kultury przemocy – tak ważnej części naszej najnowszej historii.
Podobnie jak Szeherezada, Rushdie łączy kilka wątków swojej powieści w jedną sekcję i przecina kontinuum czasu i przestrzeni nożem do masła. Czyniąc to, po raz kolejny pokazuje nam, jak jest takim mistrzem swojego rzemiosła, ale nie da się ukryć, że tempo zaczyna słabnąć w częściach.
Mimo to liryczna proza Rushdiego, jego śmiertelnie poważny humor i żywe poczucie „działania” prowadzą narrację do jej oszałamiającego punktu kulminacyjnego – wojny między Ziemią a Krainą Wróżek, między ludźmi a dżinami.