Requiem dla afrykańskiego snu

Jonathan Scott mieszka, wąchał i oddychał Afryką od blisko dwóch dekad. Poszukiwacz przygód w swojej autobiografii, swoich (nie)przygodach z wielkimi kotami i uczeniu się kilku rzeczy od Masajów.

fotografia przyrodnicza, masai mara, afrykańscy fotografowie przyrodniczi, Jonathan Scott, autobiografia Jonathana Scotta, fotografia przyrodnicza Jonathana Scotta, filmy przyrodnicze Jonathana Scotta, prace Jonathana Scotta, wiadomości o stylu życia, wiadomości z Afryki, wiadomości o stylu życia, niedzielne oko, oko 2017, magazyn eye, najnowsze AktualnościKról dżungli: Jonathan Scott na imprezie w Delhi. (Źródło: Express Photo Manoj Kumar)

W wieku 69 lat Jonathan Scott pozwala, by sława spoczywała lekko na jego barkach. Te same ramiona, w których gepard Kike oddawał kał. We wrześniu 2003 roku kręcił pierwszy sezon Big Cat Week — kontynuację niezwykle popularnego programu BBC w latach 90., Big Cat Diary — w kenijskiej Masai Mara. Gdy światowej sławy fotograf przyrody i filmowiec siedział na dachu swojego otwartego jeepa 4×4, Kike wskoczyła na pojazd, napięła tylne nogi i pozwoliła mu płynąć. Film stał się wirusowy i ma 4 95,078 odsłon na YouTube.



W niedawno wydanej autobiografii The Big Cat Man Scott z czułością wspomina podobne (nie)przygody w Masajach Mara, które jest teraz jego domem, w ciągu ostatnich dwóch dekad. Jego scharakterystyka z afrykańskimi dziczami miała miejsce w 1971 roku. Gdy miał niewiele ponad 20 lat, Scott zdecydował się na podróż lądem z Londynu do Johannesburga, zmuszony przez ogłoszenie w gazecie z prośbą o udział w podróży ciężarówką za 475 funtów. Jego podróże prowadziły go przez szeroki kawałek kontynentu – przez Saharę, przez Afrykę Zachodnią, Zair (obecnie Kongo) i przez Afrykę Wschodnią do Afryki Południowej.



Jego dzieciństwo jest najwcześniejszym świadectwem jego miłości do przyrody. Jego rodzice byli mieszkańcami miasta, z Londynu. Mój ojciec był architektem księcia Westminsteru. Ale jego marzeniem było zamieszkanie na wsi. Kupił małe gospodarstwo o powierzchni 30×40 akrów w pobliżu Cookham w Berkshire, gdzie chciał przejść na emeryturę. Ale zmarł, kiedy miałem dwa lata, mówi. Po śmierci ojca matka sprzedała dom w centrum Londynu i przeniosła się na farmę. Od tego młodego wieku najbliższe otoczenie Scotta obejmowało świnie, kurczaki, króliki, lisy, konie, psy, a nawet żabie pomioty – mikrokosmos życia zwierzęcego, który rozpalał wyobraźnię Scotta. Śmierć jego ojca też odegrała pewną rolę. Ponieważ mój tata zmarł, gdy byłem młody, zawsze widziałem, że ilość czasu, jaki mamy na ziemi, jest ograniczony, mówi.



Nie żeby nie musiał cierpieć plag praktyczności. Po ukończeniu studiów zoologicznych na Queen's University Scott nie miał ani pracy, ani dochodów. Postanowił zająć się sztuką przyrody i fotografią, aby sfinansować swoją drogę do afrykańskiego snu i wylądował w delcie Okawango w Botswanie. Tam przebywał u przyrodnika Tima Liversedge'a na barce mieszkalnej. To wtedy jego rysunki piórkiem i atramentem przedstawiające dziką przyrodę po raz pierwszy zaczęły być widoczne. Jak jednak łączy swoje umiejętności szkicowania z dramatem – często szokująco wymyślonym, jak pisze w swojej książce – telewizji? Zwłaszcza, że ​​Scott ma za sobą blisko dwie dekady pracy w telewizji. Popularne są pokazy wysokooktanowe, w których prezenterzy stawiają się w sytuacjach, które nie tylko zagrażają uczestnikom, ale także zwierzęciu, które filmują. Wszystko to może stworzyć dramatyczny materiał filmowy, ale jest nieodpowiedzialny i nadaje telewizji i dzikiej przyrodzie złą sławę, mówi.

Praca Scotta pokazała mu również bliskie relacje z ludem Masajów – społecznością, której rola w całej narracji o ochronie dzikiej przyrody w Afryce była kluczowa. Masajowie widzieli bydło jako dane im przez Boga. Ich związek z dziką przyrodą był inny. Żyli obok niej, a nie z dala od niej, mówi.



Scott też kocha Indie. Trochę przewidywalnie, mówi, że jest pochłonięty wszystkimi kolorami. I aż nadto zdaje sobie sprawę z konfliktu człowiek-zwierzę, zwłaszcza z kotem, który jest bliski jego sercu: lampartem. Może wziąć lekcję lub dwie od Masajów, mówi. Mówi, że początkowo reakcją Masajów na lwy atakujące ich bydło byłoby otrucie lub włócznie. Ale wkrótce zdali sobie sprawę, że mogą poprawić swoje granice, lepiej je ogrodząc lub używając jaśniejszego światła. Takie stosunkowo mniej konfrontacyjne sposoby mogą zapewnić, że będziemy żyć obok dzikiej przyrody, a nie bez niej.



Głębia pracy Scotta często sprawia, że ​​zapomina się pytanie: jak bardzo był świadomy swojej tożsamości jako Biały człowiek w Afryce? Zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo Europejczycy byli częścią problemu. Pokonawszy własne dziedzictwo naturalne, Zachód nie może pouczać reszty o ochronie swojego środowiska – mówi.

Scott był również wtajemniczony w mniej zapierające dech w piersiach aspekty Afryki – AIDS, masakrę Hutu i apartheid. Czy jest trochę eskapistą, który decyduje się nie patrzeć na brzydsze rzeczy wokół niego? Jestem romantykiem w sercu. Żyłem życiem, które jest trochę jak ucieczka od brzydkich realiów, nie dlatego, że mniej lubię ludzi, ale dlatego, że bardziej lubię tajemnice dzikich zwierząt! on mówi.