Daj mi zrobić selfie

Ciągle zmieniający się autoportret zdeterminuje bieg fotografii w nadchodzącym czasie.

fotografia, ewolucja fotograficzna, selfie, autoportrety, Sztuka fotograficzna, Witryny do udostępniania zdjęć, Fotografia mobilna, Henri Cartier-Bresson, debata fotograficzna, Wiadomości o sztuce, indian express, niedzielne oko, oko 2017, Eye MagazineJak dzisiaj wyglądam: (od lewej) Robert Cornelius, autoportret z 1839 roku; Zdjęcie Rupi Kaur, które zostało usunięte przez Instagram; oraz autoportret autorstwa Walkera Evansa.

Żyjemy w czasach, w których kontrolowanie liczby zdjęć, które są tworzone i usuwane, jest nie lada wyczynem — zwłaszcza jeśli są to selfie na naszych telefonach. Fotografia wykroczyła poza używanie odpowiedniego aparatu do robienia zrzutów ekranu, przechwytywania wideo, tworzenia filmów poklatkowych, a nawet robienia zdjęć. Popularna, pobłażliwa i warta wgrania chwila zmieniła porządek w decydującym momencie legendarnego fotografa Henri Cartier-Bressona. Fotografia uwalnia się od swojej ustrukturyzowanej, klasycznej jaźni w zawłaszczaniu jej przez inne media i użytkowników. Jest wystarczająco dużo debaty na temat siły fotografii, która może przynieść zmiany, podobnie jak jej stała cenzura — zwłaszcza niektórych obrazów, które z kolei mogą wpłynąć na reakcję widza w określony sposób. Pod wieloma względami fotografia jest teraz tym, czym wydawało się, że nie może być.



robak w czarno-żółte paski

Gdy Instagram stał się synonimem fotografii telefonicznej, każdy użytkownik stał się fotografem. Ta druga fala demokratyzacji w fotografii — pierwsza to wynalezienie aparatu fotograficznego — umożliwiła umiejscowienie autoportretu w przestrzeni publicznej w niespotykany dotąd sposób. Obraz jaźni jest teraz nie tylko opinią o jaźni w danej chwili lub w tym konkretnym dniu, ale także wglądem w niezdecydowaną naturę umysłu.



Kiedy ta ekspresja siebie wślizgnęła się do medium i co to oznacza dla przyszłości fotografii? Można było zacząć już od zlecenia portretu w fotografii. Wraz z wynalezieniem dagerotypu portrety stały się najpopularniejszym rodzajem fotografii. W 1839 r. Robert Cornelius, metalowiec z Filadelfii, bardzo zainteresowany fotografią, wykonał dagerotyp prawdopodobnie pierwszego fotograficznego autoportretu na świecie — wizerunek młodego mężczyzny z rozczochranymi włosami, patrzącego prosto na ciebie. Różniło się to od typowych zimnych, upozowanych, lustrzanych portretów dagerotypowych z tamtych czasów.



autoportret-negatyw

Nawet amerykański fotograf Walker Evans, najbardziej znany z fotografowania skutków Wielkiego Kryzysu, był entuzjastycznym twórcą autoportretów. Skupiając się na realistycznym przedstawianiu otaczających go rzeczy, eksperymentował również z bardzo nieformalnym wyrażaniem siebie. W latach 1927-1929 Evans wszedł do fotobudki i potrząsnął głową, położył się na szpitalnym łóżku w Nowym Jorku i pozował przed kamerą, a następnie, na najbardziej kojarzącym się autoportrecie z tamtych czasów, Evans potrząsnął swoim Z głową energicznie mrugnął i otworzył usta, żeby się roześmiać. Ten autoportret stał się symbolem jego alternatywnej postaci, do tego stopnia, że ​​Metropolitan Museum of Art pisze w opisie ostatniego obrazu Evansa: Wobec braku zdecydowanej wiedzy o zamiarze wykonania tego autoportretu, można by postawić hipotezę, że Evans testował czas otwarcia migawki swojego aparatu, przedstawiając się jako przeklętą duszę w piekle lub szukał sposobu na opisanie niewidzialnego połączenia między szaleństwem a geniuszem.



W swojej książce Understanding a Photograph krytyk sztuki John Berger postawił ciekawe pytanie: po co komplikować w ten sposób doświadczenie, którego doświadczamy wiele razy na co dzień — doświadczenie patrzenia na fotografię? To pytanie staje się dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Co sprawia, że ​​jedno selfie jest bardziej interesujące od drugiego, biorąc pod uwagę, że liczba jest nieskończona? Nawet podczas fotografowania miejsc turystycznych przestrzenie te stały się jedynie tłem dla selfie. Dla wielu osoba nie może wyglądać zbytnio inaczej na zdjęciu, które sobie zrobiła, niż na poprzedniej. Definiująca komplikacja musi zatem znajdować się w innym w ramie, poza dosłownym „ja” i tym, co to drugie może oznaczać dla lub w odniesieniu do „ja”.



W marcu zeszłego roku Rupi Kaur, pisarka i artystka z Toronto, opublikowała na Instagramie zdjęcie przedstawiające siebie w łóżku podczas okresu. Odwróciła się od kamery, ponieważ na łóżku i na jej spodniach od dresu była widoczna plama krwi. Instagram usunął ten obraz jako naruszenie wytycznych dla społeczności, wywołując furorę na cenzurze tego, co w istocie jest prawdziwym zjawiskiem dla kobiet na całym świecie. Portret Kaura nie był postrzegany jako selfie, ale równie dobrze mógł być. Podobnie jak Cornelius i Evans, Kaur przedstawiła się w tym konkretnym dniu lub czasie. Dla niej jako fotografka pokazała to, co uważała za ważne lub dowód jej prawdy. Co ciekawe, na niedawnej wystawie w Delhi, The Surface of Things: Photography in Process, czterech artystów — Srinivas Kuruganti, Edson Dias, Uzma Mohsin i Sukanya Ghosh — wykorzystało analogowe procesy w fotografii, aby wyrwać się z linearnej narracji i spojrzeć do wewnątrz. Dias wykorzystał XIX-wieczne procesy fotograficzne, aby wielokrotnie naświetlić samego siebie, prezentując się jako twórca, świadek i podmiot. Przyszłością autoportretu jest również przedstawianie widzowi sytuacji, które mogą wykorzystać autoportret, aby po prostu wspomóc fotografię.

Mówiąc prościej, selfie nigdzie się nie wybierają. Klasyczny pojedynczy obraz przekształcił się w stale rosnącą liczbę/sekwencję obrazów przedstawiających jaźń. Nasz nieustannie zmieniający się stan umysłu determinuje fotografię, którą ostatecznie praktykujemy i konsumujemy. I być może przyszłość fotografii będzie nierozerwalnie związana z naszym ostatnim, autorskim momentem.