Szczęśliwe sny Ze scenariuszem Deepali Pant Joshi
To niezwykle piękna książka, opowieść o triumfie ludzkiego ducha, który przekracza czas i przestrzeń. Czytanie go to wciągające przeżycie. Surowa opowieść o życiu migrantów w nieludzkim mieście osadzona jest na tle nowych Chin, skupionych na przemyśle i produkcji. Jest to opowieść tak prosto i przejmująco opowiedziana, że dzieląc zmagania, radości i smutki głównego bohatera Happy Liu i jego przyjaciela Wu Fu, empatycznie odczuwasz bóle biedy, niskiego statusu, samotności i dyskryminacji — byliśmy bardziej podobni żuki gnojowe niż ludzie.
Książka otwiera się, gdy Happy próbuje wynegocjować cenę koguta, dzięki któremu duch jego przyjaciela odleci z powrotem do wioski. Przyciąga to uwagę policjanta, który odkrywa, że nie stać go na porządny pogrzeb, Happy próbuje przemycić ciało przyjaciela do pociągu z powrotem do rodzinnej wioski. Poniżej znajduje się luźna, często przezabawna, a jednocześnie konsekwentnie przejmująca relacja o tym, jak Hawa Liu z „Freshwind Township” w rolniczej dzielnicy Shangzhou w Chinach staje się „Szczęśliwym” Liu z Xi’an, samozwańczym człowiekiem z miasta. Wu Fu, jego oddany przyjaciel, jest wieśniakiem i nie chce się zmieniać. Kpili z moich pryszniców, mówi Happy. Dalej, zobacz, czy możesz zmyć swoją chłopską skórę. Szczęśliwy Liu postanawia: Zawsze jest jeden wieloryb w ławicy ryb i jeden feniks w stadzie ptaków. Dla niego ulice stają się rzekami i życiem, jakie z nich zrobisz. Wyjaśnia swoją filozofię życia: Zmień to, co możesz zmienić, dostosuj się do tego, czego nie możesz zmienić, znoś to, do czego nie możesz się przystosować i odpuść to, do czego nie możesz się przystosować.
Książka jest doskonałym sprawozdaniem z doświadczeń migrantów, napisanym w potocznym stylu, który pasuje do uniwersalnego języka ulic. Tłumaczenie jest zawsze trudnym zadaniem, ponieważ nie-rodowity czytelnik często traci niuanse gry słownej i kalamburów specyficznych dla języka, ale Nicky Harman udaje się zachować naturalny styl Pingwa i częste mieszanie rustykalnego idiomu, zestawiając amerykański slang z sformalizowany brytyjski angielski. Jest to technika, która może irytować w innych rękach, ale Harman wykonuje ją z wyćwiczoną łatwością doświadczonego tłumacza. Wynik jest tak bliski, jak angielski czytelnik może dotrzeć do oryginalnej prezentacji i intencji autora.
Migranci zwabieni magią olśniewającego miasta odchodzą bez funduszy, bez umiejętności i bez nikogo z mocą i wpływami, aby ułatwić sobie drogę po przybyciu. Utrzymują się z życia, podejmując najcięższą, najbrudniejszą i najbardziej wyczerpującą pracę, która wymaga najmniejszych umiejętności. Znajdują pracę jako zbieracze śmieci. Byłem zdumiony hordami ludzi na wysypisku. Gonili za wywrotkami jak sfora psów, a niektóre nawet zakopano, gdy wyrzucano śmieci. Ale po prostu znowu zerwali się, otarli twarze i szaleńczo grzebali w śmieciach grabiami i hakami. Wszędzie fruwał kurz, a powietrze wypełniały plastikowe torby czerwono-biało-niebieskie i czarne oraz okrzyki zbieraczy.
Wu Fu mówi: Miasto wydaje miliardy na park, miliony na koncert na stadionie, a jeszcze więcej na tę czy inną wystawę. Ale jeśli mają pieniądze do spalenia, dlaczego wydają tylko na miasto? Wsie stają się coraz biedniejsze, a my nie mamy dwóch centów do pocierania. Czy przepaść między bogatymi a biednymi będzie się powiększać? To prawda, że ci, którzy zarabiają, nie pracują, a ci, którzy pracują, nie zarabiają… Zawsze bylibyśmy w tyle. Podobieństwa z wiejskimi Indiami są dość uderzające. Doświadczenia biedoty wiejskiej w konfrontacji z gwałtowną i bezkompromisową urbanizacją wydają się być uniwersalne i łamiące serce. Pięknie przetłumaczona, jest to historia, która jest jednocześnie twarda i wzruszająca.