Strefa zainteresowania Książka: Strefa zainteresowania
Autor: Martin Amis
Wydawca: Losowy Dom
Cena: 2 052 zł
Żadna historia nie została opowiedziana tak obsesyjnie, jak historia Holokaustu. W historii i w fikcji, w pamiętnikach i biografii zostało to opowiedziane i powtórzone, jak gdyby powtarzało się nigdy więcej, nigdy więcej. Komory gazowe Auschwitz, stosy ubrań i okularów pozostawionych przez zmarłych, twarze idących na śmierć to już artefakty zbiorowej pamięci. Ale jedną z trwałych perwersji Holokaustu jest to, że dotyczy on również czytelnika. Czytanie fikcji o Holokauście w XXI wieku to odczuwanie czegoś bardziej skomplikowanego niż pierwsze uderzenie horroru; to poznanie niepokojącej, fetyszystycznej przyjemności z ponownego odwiedzania makabrycznej historii. Aby przełamać te nawyki reagowania, autor piszący o Holokauście musi nieuchronnie zmagać się z tym, jak uczynić go nowym. Być może to właśnie próbuje zrobić Martin Amis w Strefie zainteresowania.
Co może wyjaśniać, dlaczego główne założenie powieści Amisa ma cechy absurdu: romans w Auschwitz. Angelus Golo Thomsen, młody nazistowski urzędnik obdarzony krzyżacką urodą, zakochuje się w żonie komendanta obozu Hannah Doll, również obdarzonej krzyżacką urodą. Gdy komendant, śmieszny Paul Doll, zaczyna podejrzewać romans, popada w spiralę szaleństwa, mizoginii i alkoholizmu. Poszukiwanie zaginionego komunisty i zmieniające się losy Niemiec w czasie wojny to kolejne siły napędowe akcji. Trzech narratorów opowiada historię między nimi — Thomsen, Paul Doll i Szmul, członek Sonderkommando, specjalnego oddziału więźniów, którego zadaniem jest oczyszczanie z zabitych.
Oświęcim, nigdy nie wymieniony w książce, staje się alegoryczną przestrzenią, rodzajem teatru absurdu. Jest to strefa zainteresowania, obszar odgrodzony przez nazistów w celu wykonania ostatecznego rozwiązania. Ale strefą zainteresowania jest także Hannah, obiekt pożądania Thomsena, rozświetlony jego tęsknym spojrzeniem. Strefą zainteresowania jest także to, kim naprawdę był ktoś, ja rzucona na ostrą ulgę w zimnym, ostrym świetle narodowego socjalizmu. Tyle że ta piękna alegoryczna wizja nie trwa długo. Opiera się na tym historyczna rzeczywistość obozu. Dowcipnisie nie mogą odpędzić smrodu śmierci, chór skrzypiec nie może zagłuszyć drżących krzyków skazanych.
To powieść, która waha się między satyrą a sentymentalnością, gdy chłodny dystans jej bohatera, Thomsena, zostaje zerwany przez zakochanie się w Hannah. To także ciekawie staromodna powieść, czerpiąca z brytyjskich skeczowych tradycji komediowych parskającego, kulogłowego Prusaka i anglojęzycznego bohatera z humorem ze szkoły publicznej. Rzeczywiście, jego kompas moralny wydaje się być zdeterminowany przez to osobliwe rozróżnienie.
Na przykład język w powieści jest aktem oskarżenia, ale co właściwie jest oskarżaniem? Nazizm Paula Dolla ujawnia się w używaniu przez niego cyfr zamiast słów, ostrych jedynek i 1/2, które przerywają tekst, a także w katalogowaniu ciał kobiet, które nie różni się niczym od księgowania martwych żydowskich ciał. Czasami używa ekstrawaganckich zwrotów, takich jak pierwsze promienie światła o poranku — nieśmiałe odniesienia do romantycznych wzlotów fantazji, które podtrzymywały nazizm. Ale przede wszystkim Doll ma być śmieszny, ponieważ jest parodystycznie Niemcem. Częste wpadanie w język niemiecki, tiki werbalne, takie jak nicht i ne, wydają się same w sobie przestępstwem. Natomiast Thomsen nie jest winny bycia nadmiernie Niemcem. Jakby przez rozszerzenie nie jest też winny złej poezji. Pisze bardziej prozę literacką i cytuje WH Audena. W końcu uczy się także angielskiego. Jeśli w powieści język jest moralnością, to sprowadza się do tego: angielski dobry, niemiecki zły.
Wyśmiewanie działa tak długo, jak trwa satyra. Ale kiedy powieść nabiera poważniejszego wydźwięku, brzmi raczej chłopięco. W końcu Amis nie może oprzeć się długim, poważnym fragmentom o litości wojny, szaleństwie Holokaustu, obdzieraniu ludzkiej duszy. Ale już to wszystko słyszeliśmy, głosami różnych pisarzy. Niestety, dla nasyconego, zażółkniętego współczesnego czytelnika nie czyni tego nowym.