Lustro do władzy: notatki o pękniętej dekadzie Tytuł: Lustro do władzy: notatki o pękniętej dekadzie
Autor: M.J. Akbar
Wydawca: Harper Collins
Strony: 328 Cena: 599 zł
M.J. Akbar podnosi lustro do zasilania pod odpowiednim kątem. Łapie pufy i próżność, pokazuje pozowanie i udawanie. A przede wszystkim, poddając potężnych eleganckim torturom, nie wydaje się brać siebie zbyt poważnie. Na początku książki mówi nam, dlaczego dziennikarz powinien być bardziej Joy Mukherjee, a mniej Dilipem Kumarem.
karłowate zimozielone krzewy do kształtowania krajobrazu
Joy Mukherjee należała do panteonu popularnych hinduskich gwiazd filmowych lat sześćdziesiątych. Wyglądał szczerze i uprzejmie na ekranie, kiedy mógł bawić się w wielkiego lub epickiego, tragicznego lub tragikomicznego, a przynajmniej szlachetnego. Radość wygrała dziewczynę w ostatnim bębnie po zmaganiach z płatkami śniegu, bez większego obciążenia jego IQ ani naszego. Stał się niespodzianką (a może nawet zaskoczeniem) w 1960 roku, kiedy Love in Simla został wydany obok legendarnego Mughal-e-Azam.
Podobnie jak Joy, dziennikarz powinien trzymać się z daleka od dramatu, sugeruje Akbar. Dobrzy dziennikarze powinni unikać pokusy pobożności, przestać wierzyć, że są agentami Boga lub króla i uwolnić swój pierwotny instynkt, jakim jest flirt z zuchwałymi. Mówiąc krótko, radzi Akbar, a czytelnik pożałuje, że nie zastosował się w tej sprawie do własnej rady. Eseje zawarte w tej książce, liczące zaledwie dwie strony, pozwalają jedynie na skrócone eksploracje, które zbyt często kończą się na jednym linijce.
Ale czytelnik może zakończyć książkę poważniejszym zarzutem i pytaniem „co jeśli”. A Mirror to Power: Notes on a Fractured Decade obejmuje lata rządów Manmohana Singha, kiedy to mieszanka błędów w stylu Kongresu i wyniosłości w reżimie podzielonym na szczycie dostarczała bogatych łupów dla krytyka i satyryka. Akbar wędruje po złoconych klatkach w zoo w Delhi, zatrzymując się, by wyśmiewać mieszkańców, od kochającego grzebienie Shivraja Patila po Monteka Singha Ahluwalię – zarówno on, jak i Indie skorzystałyby na większej znajomości (sobie nawzajem). Spogląda na konferencję prasową we wrześniu 2013 r., by zachichotać na twarz Ajaya Makena, gdy Rahul Gandhi rozdziera zarządzenie – to takie przypadki, które ożywiają głęboką i niezłomną wiarę Indian w lecznicze właściwości śmiechu.
Ale, ogólnie rzecz biorąc, ignoruje wielkich i potężnych poza Delhi, regionalnych graczy i partie. Albo koncentracja władzy poza politycznym establishmentem, czy to wielki biznes, czy ruch Anny. Kiedy wyjeżdża z politycznego zoo w Delhi, wykonuje świetną robotę w łagodniejszym i dłuższym eseju, na przykład, który przedstawia historię muzułmanów sprzed uzyskania niepodległości przez czterech poetów: Khusrau, który błyszczał energią nowego ognia; Ghalib, filozof poszukujący tajemnic dogasającego płomienia; Akbar Allahabadi, który pokroił pompatyczność wątpliwych księży, i Muhammad Iqbal, który sądził, że między skargą a odpowiedzią znalazł rozwiązanie.
wysokie, cienkie, szybko rosnące drzewa
Ale oto poważny problem. Dekada, na której okładki książki, była również tą, w której Narendra Modi przeszedł ze stanu na scenę narodową i na szczyt własnej partii. Akbar nie zwraca jednak bezlitosnego spojrzenia na Modiego, ani nawet na BJP, która jako główna partia opozycyjna była potężnym adresem z własną kolekcją pozorów i pobożności. Ilekroć spojrzy na Modiego, bezlitosne oko Akbara wilgotnieje i mruga.
Nic dziwnego, można by rzec, od kogoś, kto kiedyś kochał Kongres i przegrał lub został przez niego zagubiony, i pielęgnuje gorycz. Nie powinno też dziwić, że człowiek, który następnie dołączył do BJP, oszczędza BJP. Ale Akbar dołączył do partii dopiero w marcu 2014 roku. Czy więc przez ponad dekadę wcześniej odpowiednio dobierał sobie cele?
W swoim eseju o tym, dlaczego wstąpił do BJP, śmiały Akbar niebezpiecznie zbliża się do bycia pobożnym. Kiedy bomby wybuchają podczas wiecu w Patnie Modiego, a on dalej mówi, prosząc Hindusów i muzułmanów o wybór — mogą albo walczyć ze sobą, albo razem stawić czoła zawstydzającej klątwie zwanej biedą — Akbar wydaje się być pokonany. To umieszczało wszystko w kontekście i priorytecie, pisze. A jak ten Modi porównuje się z Modim, który przewodniczył Gujaratowi 2002? W przeciwieństwie do swojego stylu nie brania jeńców, Akbar unika pytania. Jego wątpliwości co do 2002 roku zostały rozwiązane, jak mówi, paradoksalnie… przez 10 lat przez rząd UPA, który nie ustalił winy Modiego w sądzie. Pod koniec eseju Akbar ponownie wygłasza deklarację godną uwagi ze względu na zaginiony cierpki sceptycyzm: Jest tylko jedna droga naprzód. A wśród widocznych wyborów jest tylko jedna osoba najlepiej nadająca się do wydobycia narodu z septycznego bagna.
W innym miejscu książki, pisanej w lipcu 2014 r., po tym, jak Modi wygrał wybory i Akbar dołączył do BJP, słowa, które nadal powinny brzmieć żenująco ckliwie: …kraj wyczuwa nieobecność, jeśli odchodzi na dalszy plan choćby na tydzień lub dwa tygodnie … Sierpień potrzebuje powrotu tej świeżej bryzy.
Oto więc co-jeśli: co by było, gdyby Akbar wytrenował to przenikliwe spojrzenie i uzdolnione pióro, aby przyciąć do rozmiarów rząd Modiego, który maluje się jako większy niż życie, jak wszystkie rządy i bardziej niż wszystkie rządy.
zielona gąsienica w czarne paski