Kościane zegary Autor: Yamini Lohia
Książka: Kościane zegary
Autor: David Mitchell
Wydawca: Topór
Cena: 699 zł
Michael Chabon, jeden z niewielu angielskojęzycznych powieściopisarzy tak szalenie pomysłowy gawędziarz jak David Mitchell, opisał kiedyś wszystkie powieści jako kontynuacje. Odnosi się to szczególnie do Mitchella i rozległego wszechświata, który rozszerza i upiększa każdą książką, tworząc literacki odpowiednik rosyjskiej lalki zagnieżdżonej. Miłośnicy Mitchella rozpoznają kilka postaci, które pojawiają się w „Zegary kości”, jego najnowszym, a każdy występ w niewielkim stopniu zmienia światy jego poprzednich powieści. W kulturowym środowisku przesiąkniętym przyjemnościami wspólnych wszechświatów i powiązanych ze sobą historii, powracające motywy Mitchella z Atlasu chmur (który najbardziej przypomina Zegary kości) i Tysiąca jesieni Jacoba De Zoeta są zarówno rozkoszą odkrywania, jak i zapierającym dech w piersiach rozmieszczeniem narracji. umiejętność.
małe czarne jaja na liściach roślin
The Bone Clocks to zawrotna, swobodna, zmieniająca gatunek literacka fantazja, po części fantazja dla młodych dorosłych, po części bolesna medytacja na temat śmiertelności, ale jako kolejna część rozwijającej się makropowieść mistrza iluzjonisty, jest to szalenie ambitne tour de force.
Powieść zaczyna się od Holly Sykes, nastolatki, która tryska swoją pierwszą miłością w Anglii w 1984 roku. Rodzicielska niezgoda następuje i, zgodnie z najdoskonalszą tradycją literacką nastolatków, którzy mają historie do opowiedzenia, Holly ucieka z domu. Gdy wędruje przez wieś, jej spotkania rozwijają nadprzyrodzony wątek, który stanowi podstawę narracji.
brązowy błąd z czarnymi paskami
Stamtąd powieść nagle zmienia bieg, przeskakując czas, przestrzeń i głos do Cambridge z lat 90. XX wieku. Naszym nowym narratorem jest Hugo Lamb, cudownie socjopatyczny student, który zostaje kochankiem Holly (niektórzy rozpoznają go jako fajnego, złośliwego kuzyna z Black Swan Green). Mitchell jest utalentowanym brzuchomówcą, który jest najbardziej wytrawny, gdy zamieszkuje skórę Hugo, a później w mistrzowskiej autoparodii, przewrotnego, zrzędliwego pisarza, przelotnie podobnego do Martina Amisa, który ma obsesję na punkcie zemsty na recenzencie, który zniszczył jego najnowszą książkę.
Licząca 600 stron książka obejmuje około 60 lat w sześciu nakładających się na siebie, misternie skonstruowanych nowelach, opowiedzianych oczami pięciu bardzo wyraźnych głosów narracyjnych. W różnych momentach jest to fantazja, opera mydlana, twarda kronika wojenna. Jest mistrzem w przekraczaniu granicy między rzeczywistością a nierzeczywistością – którą Mitchell zawsze traktował jako przepuszczalną – biorąc metafizyczny thriller zabarwiony apokaliptyczną rozpaczą i nasycając go człowieczeństwem i lękiem przed śmiercią i umieraniem. W każdym z jego różnych trybów metafikcjonalne pohańbienia rozwijają się dzięki konsekwentnie błyskotliwej prozie.
Ale gdzieś w oszałamiającej przygodzie skakania po kontynentach, w którą zabiera nas Mitchell, pojawia się poczucie wyczerpania, nieustanny atak podstępów zaczyna wydawać się sztuczką bez wielkich prawd do ujawnienia.
Ostatnia część odwraca część tego, gdzie bombastyczny zakres poprzedniej części zostaje porzucony na rzecz czegoś bardziej intymnego. Wniosek jest naprawdę wzruszający. Duża część powieści porywa wyobraźnię i wykonanie. Gdyby tylko Mitchell był mniej rozproszony przez olśniewające olśnienie, szczególnie w piątej części, która nawet zagorzali fani fantastycznych zawijasów i tropów mogłaby uznać za nużąca, Zegary kości mogłyby być ukoronowaniem jego wspaniałej kariery.
jaki dąb ma żołędzie