Edward Snowden z Arundhati Roy i Johnem Cusackiem. (Źródło: Ole von Uexküll) Książka: Rzeczy, które można i nie można powiedzieć
Autorski: Arundhati Roy i John Cusack
Publikacja: Juggernaut
Strony: 132
Cena: 250 zł
Tytuł książki — Rzeczy, które można i nie można powiedzieć — wymaga imperatywu. To tak, jakby Arundhati Roy i John Cusack, świadomi swojego wewnętrznego zamętu w radzeniu sobie ze światem, który szybko staje się niezrozumiały, choć nie niezrozumiały, domagają się porządku, w którym go nie ma. Dlatego opowiadają się za pewnością i pewnością, tylko po to, by ją, jak na ironię, podważyć, poprzez swoje własne, swobodnie asocjacyjne pismo, które naśladuje linearny czas i przyczynową narrację. Ta głęboko zakorzeniona ironia potrzeby powiedzenia czegoś, ale świadomość tego, że powiedzenie tego nie rzuci boskiego światła na brudną rzeczywistość świata, który jest zarządzany przez tworzenie wielkich struktur, takich jak waleczne państwa narodowe, cnotliwe społeczeństwa obywatelskie, służalcza organizacja radykalnych działań przez organizacje pozarządowe i uporczywe kastrowanie sprawiedliwości poprzez łagodne słownictwo praw człowieka określają twórczość, politykę i poetykę książki. Napisane jak księga wycinków, wypełnione fragmentami długich rozmów rozsianych w czasie i przestrzeni, z adnotacjami na temat przeczytanych dawno temu książek, które odcisnęły swoje piętno na umyśle, oraz wydarzeń, które są jednocześnie banalne ze względu na ich status globalnych punktów orientacyjnych i zaciekle osobistych ze względu na blizny, które pozostawili w umysłach autorów, książka pozostaje wciągającą, choć nieco swobodną, jazdą w polityczną krytykę, która staje się jeszcze bardziej przyjemna i niepokojąca ze względu na beztroskę, brak szacunku i czarne poczucie humoru to mu towarzyszy.
Skomponowana z naprzemiennych rozdziałów, pierwsza połowa książki opowiada o obnażeniu się Cusacka i Roya. Nie szczędzą słów, nie wyrównują krawędzi i eksponują swoje osobiste, polityczne i zbiorowe rany z pokorną dumą i dumną pokorą. Przydaje się doświadczenie Cusacka jako scenarzysty — ratuje to, co mogło być długą tyradą, w serii rozmów. Znane narracje są zrehistoryzowane i deterytorializowane, umieszczane w nowych kontekstach, unikając starszych, tworząc w ten sposób rozległy krajobraz, który odnosi się do sponsorowanego przez państwo ludobójstwa, strukturalnej reorganizacji państw narodowych, umierającej krawędzi działań politycznych, przytłaczającego, ale niewidocznego obecność kapitału i niepewny stan sprawiedliwości społecznej, która traktuje ludzi jak rzeczy. Cusack, identyfikując poetycki geniusz Roya, daje jej centralną scenę, czyniąc ją dominującym głosem.
Roy ze swojej strony wydaje się, że cieszyła się chwilą spędzoną w mydelniczce — czymś, co robiła całkiem skutecznie i prowokacyjnie przed publicznością w kraju i na świecie — i daje z siebie wszystko. Są chwile, kiedy tekst wydaje się pobłażliwy, kiedy głos jest nieco nieugięty, kiedy niemal schizofreniczne odniesienia globalne i historyczne stają się litanią pomieszanych wydarzeń, które mogły wymagać dalszych niuansów i głębszej interpretacji. Jednak kapryśny styl narracji Roy, z jej poczuciem tego, co jest słuszne, i jej postawą, która pozostaje przyjazna, ciekawa i rozbrajająca, chroni tekst przed ciężkimi rękami, nawet jeśli rozpływa się w mdlącą moc i sprawia, że się zatrzymujesz, po prostu abyś mógł oddychać.
Co zaskakujące, to druga część książki, w której obaj spotykają Edwarda Snowdena wraz z Danielem Ellsbergiem, Snowdenem z lat 60., który wyciekł z dokumentów Pentagonu, słabnie. Snowden żartobliwie wspomniał, że Roy był tam, by go zradykalizować. Robi to, ale w sposób, który nie daje nam nic więcej niż to, co już wiemy. Podczas gdy Cusack i Roy byli zaangażowani w poznanie Snowdena poza jego wyobrażeniem człowieka systemowego, nie mogli odkryć zbyt wiele, zarówno w dialogu, jak i w dyskursie, co mogłoby nam powiedzieć więcej, urzekło nas bardziej, być może najbardziej -narażona osoba w ostatnim czasie. Zdajemy sobie jednak sprawę, że geniusz narracji polega na przypomnieniu nam, jak przejrzysty stał się dla nas Edward Snowden. Wiemy wiele rzeczy o tym młodym człowieku — od jego dawnych dziewczyn po jego przyszłe działania, od jego wartości i przekonań po jego opinie na temat NSA oglądającego nagie zdjęcia ludzi — a jednak to, czego brakowało w aktach Snowdena, zostało utracone. większy łuk globalnej polityki, porządki społeczne i być może przebłysk przyszłości po narodzie, który Snowden mógł zobaczyć w swoim akcie informowania o nieprawidłowościach, który pozostanie przełomowym momentem, który definiuje resztę tego stulecia.
Kiedy już się zorientuje się, że to nie jest książka o Snowdenie, oczekiwania są lepiej dopasowane do tego, co ma nadejść i nagle długie preludium do spotkania układa się na swoim miejscu. Snowden dorównuje Royowi i Cusackowi w kaprysie, ironii, przekonaniach politycznych i świętej wierze w ludzkie wartości, które sprawiają, że chcesz ich wszystkich mocno uściskać z wahaniem i zapewnić. Co mówi Snowden, co Roy i Cusack o tym myślą i jak opuszczają nas, niemal nagle pod koniec, zdyszani, zdenerwowani i poważnie skonfliktowani w związku z niektórymi strukturami XX wieku, takimi jak społeczeństwo, aktywizm, państwa narodowe, zarządzanie, komunikacja, technologie, dzielenie się i dbanie o to, o co należy przeczytać tę książkę. Wyrafinowane umiejętności pisania ekranowego Cusacka spotykają się z idealnym wyczuciem czasu prozy Roya, a wszystko to staje się surrealistyczne, futurystyczne i nieusuwalne, gdy zostaje zakotwiczone w fizycznej obecności Snowdena, który na wygnaniu mówi z bólem o domu, który ma wyrzucił go i dom, którego nigdy nie może nazwać swoim własnym.
I chociaż zdarzają się uchybienia — fragmenty, tłumaczenia i przywołania, które mogły wymagać więcej wyjaśnień, aby ich pedagogiczna intencja przebiła się — nie można zaprzeczyć, że ze wszystkimi jej wadami, podobnie jak narratorzy, książka najpierw zanurza cię w zimny szok otrzeźwiającej rzeczywistości, wyraźnie pozycjonujący apokalipsę jako teraźniejszość, a następnie wyciąga cię i owija ciepłym kocem, otwierając formy krytyki, formaty interwencji i funkcje politycznego zaangażowania w mówienie rzeczy, które mają i nie zostały powiedziane. Być może książka powinna była zatytułować to, co mogłoby, byłoby, powinno być powiedziane, ale nie może, nie będzie, nie powinno być powiedziane – nie z powodu czegokolwiek innego, ale dlatego, że wydaje się to daremne.