Według książki „The Big Indian Wedding: The Ultimate Guide For Dummies” (źródło: Creative Commons) żaden inny kraj na świecie nie może pochwalić się swoimi ślubami tak, jak robią to Indianie. Dawno minęły czasy, kiedy większość małżeństw była „zaaranżowana”, a śluby były raczej transakcją niż więzią miłości, a rodzice chłopców chcieli „sushil and sundar bahu”, który prowadziłby dom i miałby dzieci.
Wejdź na „wielkie indyjskie wesele” w nowym wieku i ich równie nowoczesnych narzeczonych i stajennych. Książka — The Big Indian Wedding: The Ultimate Guide For Dummies — jest komentarzem do istniejącego indyjskiego przemysłu ślubnego o wartości 38 miliardów dolarów, mimo że stwierdza, że koncepcja „szczęśliwego życia i szczęśliwego życia” występuje głównie w opowieściach i komedii romantycznej.
Ostatnie 30 lat przyniosło zdumiewający postęp w indyjskiej branży ślubnej. Od domu po hotel, od róż po rejsy, od „czai” po szampana i od wielkiego „dil” po duży rachunek — Hindusi na nowo wymyślili cały krajobraz ślubny. Panna młoda nie jest już nieśmiała, pan młody nie jest już spięty, według autorki Sakshi Salve w swojej książce opublikowanej przez Rupa.
Dzisiejsze panny młode są bardziej pewne siebie i zadziorne, podczas gdy mężczyźni naprawdę nie zmienili się aż tak bardzo, dodaje Salve. Chłopcy chcą umawiać się z gwiazdą rocka, ale poślubiają zakonnicę z sąsiedztwa. Dobrą wiadomością jest to, że kobiety uczą się teraz, jak skutecznie sobie z tym radzić, mówi autor. Salve, która sama jest samotna, mówi, że liczba rozwodów wzrosła o 100 procent, a szanse na to, że nowożeńcy pozostaną razem do końca życia, są mniejsze niż kiedykolwiek.
Zmiana jest stała
Jeśli chodzi o inne zmiany, szereg uroczystych „pudży” w aferze weselnej został teraz zastąpiony ciągiem imprez. Na miesiąc przed ślubem panna młoda i pan młody wpadają w panikę. Można by pomyśleć, że to przedślubne zdenerwowanie, ale to nie to. „Miotła” (panna młoda i pan młody) kładzie nacisk na występ „noc sangeet”. W dzisiejszych czasach sesje taneczne to poważna sprawa. Autor mówi, że profesjonalni choreografowie pobierają od 1500 do 3000 rupii za godzinę. Mania wydajności nie jest ograniczona
do młodzieży, z kilkoma ciotkami i wujkami potajemnie podekscytowanymi występami na scenie, mówi autor.
Według książki nawet pomysł organizowania ślubu w domach przodków jest już przestarzały. Chodzi o to, aby albo zabrać gości w egzotyczne miejsce na wakacje, albo przywieźć miejsce na wakacje dla swoich gości… Hotelowa sala balowa może zostać przeprojektowana na Bali, a farma może z łatwością stać się Grecją, mówi Salve. Wyszukany indyjski ślub jest popularnym tematem w Bollywood od lat 90. XX wieku. Co ciekawe, widać przeniesienie takiej ślubnej gorączki z kołowrotka do prawdziwego życia. Filmy takie jak Dilwale Dulhania Le Jayenge Książka mówi, że urodziła ostatecznych bohaterów mumii-papa-bua-dadi. I to teraz przełożyło się również na indyjski scenariusz ślubu.
Przemysł wart miliardy dolarów
Dziesięć milionów indyjskich ślubów odbywa się co roku — co oznacza około 30 000 ślubów każdego dnia! Szacuje się, że branża ślubna jest warta oszałamiające 38 miliardów dolarów i rośnie w błyskawicznym tempie 25-30 procent każdego roku. Przeciętny budżet klasy średniej na wesele szacuje się na około 34 000 USD (około Rs 19,01 lakh). Rocznie w Indiach odbywa się około 2000 ekskluzywnych ślubów.
Są to wielodniowe ekstrawagancje, pełne pirotechniki, występy aktorów Bollywood, międzynarodowych gwiazd muzyki
i tysiąc zaproszonych gości. Nie ma wątpliwości, że indyjskie wesela są zdecydowanie najbardziej wystawne, dekadenckie i zabawne. Żaden inny kraj na świecie nie może pochwalić się swoimi ślubami tak, jak robią to Indianie, czytamy w książce.
Mówiąc dalej o ogromie branży, Salve pisze, że indyjskie wesela mają na celu… wniesienie ogromnego wkładu w gospodarkę. Dzięki temu dynamicznie rozwijającemu się przemysłowi istnieje liczność ludzi, którzy zarządzają swoimi domami — catering, przemytnicy, „tentwaalas”, „lightwaalas”, „soundwaalas”, DJ-e, „phoolwaalas”, „mehndiwaalis”, kosmetyczki, projektanci mody i jubilerzy z biznesu, gdyby nie było wielkich, grubych indyjskich wesel, mówi autor.