Teoria Wielkiego Bonga

Skuteczny, pełen humoru opis historii i osobliwości społeczności bengalskiej — od jednego z nich.

Książka bengalska, książka o języku bengalskim, The Bengalis: A Portrait of A Community, Sudeep Chakravarti, książka Sudeep Chakravarti, recenzja książki The Bengalis,Ta książka, składająca się z prologu i 18 rozdziałów, składa się z trzech części.

Książka: Bengalczycy: portret społeczności



Pisarz: Sudeep Chakravarti



Wydawca: Aleph Book Company



Strona: 496

Cena: Rs. 799



w co zamienia się gąsienica z głową smoka

Chociaż generalnie niechętnie podchodzę do recenzowania jakiejkolwiek książki napisanej przez przyjaciela, jestem zachwycony, że mogę to zrobić w tym przypadku. Sudeep Chakravarti napisał znakomitą książkę o Bengalczykach. Było kilka poważnych prac na temat nas, mieszkańców Bengalu, takich jak Historia Bengalu z 1943 roku, której pierwszy tom dotyczący okresu hinduskiego zredagował Ramesh Chandra Majumdar, a drugi, dotyczący muzułmańskich władców, Jadunath Sarkar; lub Kraina dwóch rzek Nitish Sengupta: historia Bengalu od Mahabharaty do Mujib. Chakravarti to wyjątkowy gatunek: taki, który jest zarówno historycznie poważny, jak i kulturowo umiejscowiony, a jednocześnie niesamowicie przestrzega naszych obyczajów, języka i niezliczonych dziwactw, a do tego jest niesamowicie zabawny.



My, Bonga, zawsze mogliśmy twierdzić, że jesteśmy tematem poważnych książek. Potrzebowaliśmy przemyślanej, pouczającej, ale komicznej, niemal satyrycznej książki, która pozwoliłaby spojrzeć na nas z innej perspektywy. Pomimo swojego niezwykle poważnego tytułu, Chakravarti to zapewnia. Bengalczyk jest równie poważną i uroczo zabawną księgą — nie do odrzucenia lekturą, w której co trzecią lub czwartą stronę śmieje się z całkowitej głupoty i dziwactw naszego losu.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, my Bongowie (podobnie jak Malayali) śmiejemy się z siebie, ale tylko wśród nas. Kiedy Mickey jest usuwany przez innych, my (tak jak Malayalis) niezmiennie stajemy się kłujący i defensywni, w przeciwieństwie do Sardarów, którzy ryczą z jeszcze głośniejszym śmiechem. Tak więc Chakravarti oddał wielką przysługę, przezabawnie ujawniając w domenie publicznej każdy kawałek głupoty i absurdalnej wyższości Bonga. Nawiasem mówiąc, mógł wyświadczyć Bongom jeszcze większą przysługę, ozdabiając księgę niezliczonymi znakami diakrytycznymi. Z łatwością mogę sobie wyobrazić Bonga na Targach Książki w Kalkucie, mówiącego do kogoś innego: Chakravarti’r boi ta khoob bhaalo. Koto znak diakrytyczny aachhey, porey dekhben. Buddhiman lekhok! [Książka Chakravati jest bardzo dobra. Zobacz, ile jest znaków diakrytycznych, kiedy to czytasz. Co za mądry pisarz!].



Ta książka, składająca się z prologu i 18 rozdziałów, składa się z trzech części.



Księga I jest dość poważnym, historycznym i politycznie utkanym dziełem, składającym się z czterech rozdziałów i nosi tytuł Genesis and More. Księga II, zatytułowana Kroniki kultury, obejmuje dziewięć rozdziałów i zawiera co najmniej śmiech na stronie. Księga III, składająca się z pięciu rozdziałów, dotyczy zamieszania i jutra.

Jedenaście słów w książce podsumowuje nas bonga z wyższej klasy średniej: Dorastanie w języku bengalskim było dla mnie jak seria oczekiwań. Te oczekiwania są intensywne. Doskonała w nauce; posiadanie nienagannego pisma zarówno w języku bengalskim, jak i angielskim; czytanie wszystkich klasyków bengalskich i angielskich; znajomość dzieł Bankima, Rabindranatha, Sarata Chandry i Jibananada Dasa; siedzieć na podłodze i jeść rękoma, ściśle według kursu — ściśle wrzucać, jeśli naraz wszystko na talerzu wrzuciłeś, coś, co nadal czuję, gdy widzę, jak inni to robią; w równym stopniu uczy się posługiwania nożami, widelcami, łyżkami do zupy i serwetkami; bycie świadomym estetycznie w rozumieniu dzieł sztuki; nauka, jak czuć się komfortowo w świecie trzyczęściowych garniturów i dhuti-panjabi (nigdy kurta, zawsze panjabi); znając szczegóły dotyczące każdego krykiecisty i jego wyczynów, zwłaszcza w naszej Mekce krykieta, Eden Gardens; możliwość mówienia na cokolwiek i uczestniczenia w każdym adda; i więcej; o wiele wiele więcej.



W przypadku Bonga z wyższej klasy średniej, który dorastał w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, takich jak Chakravarti i ja, presja była ogromna. Pamiętam, że moja mama nie potrafiła ukryć rozczarowania, kiedy o włos przeoczyłem moją pierwszą klasę BA Honors; to nie zostało zrekompensowane zdobyciem pierwszego w moim



Magister Szkoły Głównej Handlowej w Delhi.

Dopiero kiedy w 1982 roku otrzymałem doktorat z Oxfordu i zostałem naukowcem, uśmiechnęła się z ulgą. Jej zadanie zostało w końcu wykonane.



Dla mnie książka Chakravartiego jest o utkaniu psychologicznego, socjologicznego i kulturowego rozumienia nas – nas, którzy ekonomicznie wypadliśmy z łask w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, a głównie uciekinierzy z Kalkuty znaleźli swoje miejsce w słońcu. Potrzebowaliśmy takiej książki, choćby po to, żeby zrozumieć siebie. Podobnie zrobili nie-Bongi, aby uzyskać kontekst naszej defensywy i naszych dziwactw. Na szczęście nie jest to tylko książka o hinduistach bengalskich. Dużo jest o muzułmanach bengalskich i Bangladeszu. Jest to książka, którą warto przeczytać z więcej niż jednego powodu.



Przypadkowo, czytając książkę, odkryłem, że Chakravarti i ja jesteśmy daleko spokrewnieni, obaj twierdzą, że pochodzenie biologiczne z Mohini Mohun Chakravarti, założycielem Mohini Mills w Kushtia w Bangladeszu – on ze strony ojca, a ja ze strony matki.

Pomyślałem też o dwóch doskonale psychologicznych, prawdziwych rozmowach w języku bengalskim. Pierwsza dotyczy tego, że musimy wiedzieć więcej niż inna osoba. Rozmowa idzie:

On: geczen Aapni Kulu-Manali? [Czy byłeś w Kulu-Manali?].

Ty: Hain [Tak].

On: Hadimba Mondir dekhechhen? [Widziałeś świątynię Hadimby?]

Ty: Hain.

On: Boshisht [Vashist] Gorące źródło?

Ty: Hain.

On: Marhi, przełęcz Rohtang?

Ty: Hain.

On: (po krótkim namyśle) Accha, bolun do, Taat Baba’r gufa dekhechhen? [W porządku, powiedz mi, czy widziałeś jaskinię Taat Baby?]

Ty: Sheta abaar ki? [Co to jest?]

On: Arrey, czy widzisz jaskinię Taat Baby, czy widzisz Kulu-Manali? [Jeśli nie widziałeś jaskini Taat Baby, to co widziałeś z Kulu-Manali?]

pająk z czarno-białym ciałem

Drugi to sposób, w jaki tworzymy „racjonalne” wyjaśnienia naszych absurdów. W latach 70. troje z nas z Delhi School of Economics jechało pociągiem wracając pewnego gorącego lata z Kalkuty do Delhi. Szukając czwartego do zagrania gumy lub dwóch w brydża, natknęliśmy się na niedawno emerytowanego bengalskiego dżentelmena, ubranego w sweter, kurtkę Nehru z pełnymi rękawami, szalik i odwróconą do góry czapkę z pieniędzmi na głowie. Podczas gry zapytałem go: Eto gorom jama porchhen, apnaar ki shorir kharap? [Masz na sobie tyle wełny, źle się czujesz?]. On odpowiedział: Na. Shimla jachhi. Hocchi aklimatyzowane [nr. Jadę do Simli. Aklimatyzacja].

Przeczytaj tę książkę.