Protestujący na wiecu Occupy Wall Street w USA w 2011 roku. Wikipedia Jean Tirole nie jest zwykłym ekonomistą. Wniósł ogromny wkład do ekonomii publicznej, teorii gier, teorii organizacji przemysłowych, analizy rynków finansowych i dziedzin pokrewnych. W 2014 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Co ważniejsze, jest pryncypialnym uczonym, kierującym się przekonaniem, że ekonomia może pomóc uczynić świat lepszym miejscem, jak to ujął. W tej książce pisze z wielką jasnością i szczerością o podstawowych ideach ekonomii, roli ekonomistów w społeczeństwie oraz szerokim zakresie zagadnień politycznych.
Książka podzielona jest na pięć części. Pierwsze dwa, skoncentrowane odpowiednio na ekonomii i ekonomistach, zasadniczo omawiają naturę dyscypliny, jej główne spostrzeżenia oraz mikrokosmos zawodu ekonomisty. Tirole dzieli się pouczającymi przemyśleniami na temat wielu kwestii etycznych, takich jak moralne granice rynku i dylematy ekonomisty akademickiego, który jest również postrzegany jako publiczny intelektualista. Pamiętaj, są pewne niefortunne luki. Na przykład rozdział o życiu codziennym badacza nie zawiera niczego podobnego, a zagłębia się w kwestie metodologiczne. Odnosi się wrażenie pracoholika pochłoniętego swoimi teoriami. Mam nadzieję, że wrażenie jest mylące.
Trzecia część dotyczy ram instytucjonalnych nowoczesnej gospodarki. Tirole twierdzi, że państwo i rynek uzupełniają się, w przeciwieństwie do sterylnego dualizmu państwa i rynku, który często przenika dyskurs publiczny. Państwo ma wiele do zrobienia w korygowaniu niedoskonałości rynku, dostosowywaniu zachęt prywatnych do interesu publicznego i rozwiązywaniu problemu nierówności ekonomicznych. Z zastrzeżeniem tego, decyzje gospodarcze najlepiej pozostawić osobom prywatnym i firmom, zwłaszcza w celu jak najlepszego wykorzystania zdecentralizowanych informacji. To klasyczne liberalne podejście, jak nazywa je Tirole, ma swoje granice: państwo ma obowiązki wykraczające poza korygowanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu rynku (przykładem jest zapobieganie dyskryminacji kastowej), a wiele życia gospodarczego dzieje się poza państwem i rynkiem (na przykład dobrowolna współpraca działa cuda w wielu kontekstach). Niemniej jednak takie podejście jest dość produktywne w swoich granicach.
Część czwarta skupia się na wybranych wyzwaniach makroekonomicznych: głównie zmianach klimatycznych, polityce rynku pracy, przyszłości projektu europejskiego oraz regulacji finansowej. W innym miejscu książki Tirole jawi się jako przysłowiowy dwuręczny ekonomista, który widzi kontrargument w każdym argumencie. W tych krytycznych wyzwaniach staje jednak po jednej ze stron. Na przykład zdecydowanie opowiada się za jednolitą ceną dwutlenku węgla na całym świecie, niezależnie od tego, czy ma to być podatek węglowy, czy zbywalne pozwolenia na emisje. Jeśli chodzi o rynki pracy, krytykuje niektóre z irracjonalnych przepisów we Francji (jeśli uważasz, że indyjskie rynki pracy są źle uregulowane, jedź do Paryża) i opowiada się za ochroną pracowników, a nie miejsc pracy.
Ostatnia część książki omawia kwestie polityczne związane z najnowszymi osiągnięciami technologicznymi, takimi jak cyfryzacja, roboty i sztuczna inteligencja. Niektóre z tych zmian niosą ze sobą ogromne wyzwania, związane na przykład ze skutecznymi regulacjami, prawami własności intelektualnej, ochroną danych i przyszłością zatrudnienia. Argumenty Tirole mają duże znaczenie dla Indii, gdzie kwestie te ledwo weszły do publicznego dyskursu, choć niektóre z nich są obecnie przedmiotem uwagi w kontekście debaty na temat Aadhaar.
Książka świetnie sprawdza się w poszerzaniu tradycyjnych granic rozumowania ekonomicznego, opierając się na ogromnej ilości najnowszych badań w dziedzinach takich jak ekonomia behawioralna, teoria gier i organizacja przemysłowa. Homo economicus, uwielbiony kretyn, który nie potrafi odróżnić racjonalności od interesowności, już nie rządzi. Tirole omawia inne możliwe motywacje, powszechne odstępstwa od racjonalności oraz wpływ norm społecznych na zachowanie człowieka. Dzięki tym i innym niedawnym postępom ekonomia jest dyscypliną bardziej wszechstronną niż kiedykolwiek — wydaje się, że niewiele przekracza jej analityczne możliwości.
Tirole, podobnie jak wielu ekonomistów, jest świadomy tych uprawnień i uważa za swój obowiązek edukowanie społeczeństwa. Czy to jednak możliwe, że sami ekonomiści muszą się wiele nauczyć? Rozważmy na przykład kwestię rynków finansowych, a konkretnie kryzys finansowy z 2008 roku. Tirole przekonująco argumentuje, że kryzys z 2008 roku miał swoje źródło w upadku instytucji regulacyjnych. Pozostaje pytanie — jak to się stało, że ekonomiści pogodzili się z falą deregulacji finansowej, która doprowadziła do kryzysu? Ilu z nich wypowiadało się lub pisało przeciwko niemu? Czy badali, w jaki sposób powiązanie państwowo-korporacyjne zapewniało prywatyzację zysków, a straty znacjonalizowano, jak to ujmuje autor? Czy skłonność ekonomistów do miękkości w stosunku do władzy korporacji ma coś wspólnego z faktem, że ekonomiści często z tego korzystają, na przykład w formie grantów, nagród, konsultacji, danych, imprez towarzyskich, bankietów i tym podobnych? Właśnie to przewidziałby ich własny sposób rozumowania. Tirole krótko przyznaje, że konflikty interesów przesłaniały osąd kilku ekonomistów w tych sprawach, ale brzmi to trochę kiepsko. Faktem jest, że zawód zaginął w akcji, wielki czas.
Mimo pewnych luźnych końców, książka ta jest bezcenną oceną stanu dzisiejszej ekonomii i tego, jak może ona przyczynić się do wspólnego dobra. Może służyć zarówno jako wprowadzenie do dyscypliny dla nieekonomistów, jak i rodzaj kursu doszkalającego dla ekonomistów. Wraz z tym przedstawia wnikliwy i atrakcyjny pogląd na rolę ekonomistów w społeczeństwie, a przynajmniej ich możliwą rolę. Jeśli myślisz o ekonomii jak o ponurej nauce, ta książka jest koniecznością. Poza tym czyta się z przyjemnością. Autor jest profesorem wizytującym na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Ranchi